2013-03-24

Epilog

muzyka

     Życie potrafi być przewrotne, ale może wszystko od początku...

     Gdyby ktoś powiedział mi pięć lat temu, że skończę w telewizji, jako dziennikarka sportowa – wyśmiałabym go.
     Zawsze swoją przyszłość widziałam w szpitalu, ratując ludziom życie, pomagając im. Kolejny raz czas pokazał, że to, co planujemy przez kilka lat, może ulec całkowitej zmianie. Tylko jak? – oto jest pytanie.
     Wydawać by się mogło, że moje życie było, co do najmniejszego szczegółu zaplanowane. Najpierw studia, rozwój kariery, a potem założenie rodziny z mężczyzną, którego kocham. No cóż... Niewiele odbiegłam od moich głównych założeń...
     Dlaczego zrezygnowałam z medycyny? Ciężko odpowiedzieć mi na to pytanie. Może po prostu powołanie, które zawsze czułam, ulotniło się, a może po prostu zabrakło chęci. Ciężko wyjaśnić zmianę mojej decyzji zwykłymi słowami.
     Dlaczego dziennikarstwo? Dla kogoś, kto mnie zna może wydać się śmieszne, że Łucja Skal – nieśmiała, szara myszka, może stać się sławnym dziennikarzem, a jednak.
     Pewnego dnia komentator Arsenalu wylądował w szpitalu i nie miał kto go zastąpić, a że mecz miał odbyć się za dwadzieścia minut, siłą zostałam wprowadzona do kabiny komentatorskiej. Tego dnia towarzyszył mi Theo, który z powodu nabycia drobnej kontuzji musiał przez kilkanaście dni pauzować. Poszło mi całkiem nieźle i moja siostra powiedziała, żebym na poważnie zastanowiła się czy, aby na pewno medycyna jest tym, czym chcę związać swoją przyszłość.
     Nie zrozumcie mnie źle – bardzo długo zastanawiałam się nad tym czy zrezygnować z medycyny i rozpocząć zupełnie inny rozdział w swoim życiu. Wiele poświęciłam czasu i nerwów, by dostać się do Imperial College London, jednak po naprawdę długich rozważaniach doszłam do przykrego wniosku – nie nadaję się na lekarza. Zbyt emocjonalnie podchodzę do tego zawodu. Obserwując z boku moją siostrę – chirurga – muszę przyznać, że zawód ten wymaga wiele wyrzeczeń i cierpliwości. Nie jestem pewna czy poradziłabym sobie psychicznie z ciężarem, że czyjeś życie leży w moich rękach – to bardzo stresujące.
     Moja siostra jest wspaniałym lekarzem i z perspektywy czasu muszę przyznać, że moje plany dotyczące medycyny były zbyt wygórowane, zbyt dziecinne. Dlaczego? Bo chciałam być, jak starsza siostra. Pragnęłam jej dorównać. W końcu znalazłam swoją ścieżkę, którą pragnę iść i czuję się szczęśliwa oraz spełniona. Nie żałuję swojej decyzji, że postawiłam wszystko na jedną kartę.
     A co u Katarzyny i Krzysztofa? Rok temu zaadoptowali niemowlaka, którego rodzice zginęli w wypadku samolotowym. Dlaczego zdecydowali się na taki krok? Trzy lata temu Kaśka poroniła. Był to nie tylko ogromny cios dla niej, ale i dla wszystkich, gdyż doskonale wiedzieliśmy, jak bardzo pragnie mieć dzieci. Jednak wszystko się ułożyło, jest wspaniałą matką, a Krzysztof jest wspaniałym ojcem. Córce nadali imię po naszej zmarłej siostrze, Ewelinie.
     Martyna i ojciec również zaadoptowali dziecko - chłopczyka, który jest wspaniałym dzieckiem. Ma niecałe pięć lat, a przeżył w swoim życiu piekło, o którym niektórzy ludzie nawet nie śnili. Był wykorzystywany seksualnie przez ojca i bity przez matkę. Co prawda oboje zostali skazani i siedzą teraz w więzieniu, ale nie zmienia to faktu, że Thomas – bo tak ma na imię mój przyrodni brat – jeszcze przez bardzo długi czas nie zazna całkowitego spokoju psychicznego.
     Theo ożenił się z Melanie, a Nicklas w końcu znalazł kobietę, z którą jest naprawdę szczęśliwy. Jack i Lauren nadal są razem, a mały Archie rośnie, jak na drożdżach i ani trochę nie wykazuje chęci, by iść w ślady taty. Za to Lauren – ku niezadowoleniu Jacka – zapisała małego do szkółki baletowej.
     Alex związał się z mało znaną modelką. Zdaniem Nicklasa wygląda ona co najmniej, jak grzyb, ale nikt nie chciał wnikać w jego, jakże błyskotliwą myśl.
     Aaron dwa lata temu zerwał zaręczyny z Colleen, gdyż przyłapał ją na zdradzie. Wszyscy odetchnęliśmy wówczas z ulgą, ponieważ mieliśmy dość kłamstw i ciągłych krętactw Colleen.
     Sandra związała się z Kieranem Gibbsem i tworzą piękną parę. Jak to się stało? Szczerze powiedziawszy, nie mam pojęcia. Po prostu pewnego dnia, na imprezie klubowej przyszli razem i oznajmili nam, że są parą. Ucieszyłam się, nawet Kanonierzy. Wszyscy zapomnieli dawne wybryki Sandry i zaakceptowali ją. Chociaż na początku ciężko było im się pogodzić z myślą, że przyjaźnimy się, ale w końcu zrozumieli i uwierzyli, że zmieniła się.
     Kilka miesięcy temu pogodziłam się ze swoją mamą. Zrozumiała w końcu, że przez tyle lat popełniła masę błędów i postanowiła je naprawić. Nasz kontakt może nie jest idealny, ale na pewno bardziej przypominają relacje matka – córka niż sprzed kilku lat. Ogromnym, aczkolwiek pozytywnym zaskoczeniem dla mnie był powrót Maćka do mamy. Postanowili spróbować odbudować swój związek.
     Wszystko wróciło do normy. Tak przynajmniej myślałam... Jeszcze trzy lata temu nienawidziłam Wojciecha z całego serca, a teraz można by rzec, że jest mi całkowicie obojętny.
     Ogromnie mnie zranił, jednak nie patrzę już obsesyjnie w przeszłość, ponieważ mam przed sobą przyszłość i ona jest dla mnie najważniejsza.
- Kochasz go? – Zapytał pewnego sierpniowego wieczoru, mój mąż. Nie musiał wymawiać Jego imienia, gdyż doskonale wiedziałam, kogo ma na myśli.
- Kocham go. Zawsze będę go kochać. – Odpowiedziała zgodnie z prawdą. Spojrzałam na Aarona z czułością. Wiedziałam, jak bardzo zraniły go moje słowa. – Kocham go, ale to w tobie jestem zakochana... – Dodałam kilka sekund później. Na twarzy mojego męża pojawił się ledwo zauważalny uśmiech, który był zarezerwowany tylko dla mnie.
     Jesteście w szoku, że wyszłam za Aarona? Cóż, ja też byłam rok temu. To właśnie dzięki niemu odzyskałam równowagę psychiczną i przywróciłam do swojego życia harmonię, o którą zawsze dbał Wojciech. Aaron Ramsey zniszczył połowę mnie, a drugą uratował. Jestem mu za to niezmiernie wdzięczna. Jestem wdzięczna losowi, bo mimo, że tak wiele mi zabrał, to okazał się wspaniałomyślny i podarował mi jednocześnie tak wiele.
     Teraz siedząc przy wigilijnym stole w towarzystwie rodziny: mamy, Maćka, Martyny, ojca, Thomasa, Katarzyny, Krzysztofa, Eweliny i trzymając za rękę swojego mężem, czułam, że odnalazłam prawdziwe szczęście.
     Uśmiechnęłam się delikatnie, dotykając dosyć dużych rozmiarów brzuch. Jestem w szóstym miesiącu ciąży.
     Korzystając, że nie padało, postanowiłam się przewietrzyć. Na kolację wigilijną zostaliśmy zaproszeni do Katarzyny i Krzysztofa, którzy mieszkają kilkanaście metrów od London Eye i tam właśnie chciałam pójść.
- Gdzie idziesz? – Zapytał, Aaron, gdy zauważył, że zakładam płaszcz.
- Idę się przejść. Za chwilę wrócę. – Odpowiedziałam.
- Iść z tobą? – Zapytał z troską w głosie. Uśmiechnęłam się delikatnie.
- Nie trzeba. Za pół godziny wrócę. – Powiedziałam i musnęłam go w policzek.
      Po wyjściu z ekskluzywnego apartamentowca, skierowałam się w kierunku London Eye. Wieczór był mroźny, ale bezchmurny. Wolnym krokiem szłam, rozmyślając na tym, co wydarzyło się przez ostatnie pięć lat. Jednocześnie były one najgorsze i najlepsze.
     Straciłam wiele przyjaciół. Przeżyłam wiele zawodów. Wylałam niejedną łzę. Jednak było warto to wszystko przeżyć, by znaleźć się właśnie w tym miejscu i przyznać, że jest się naprawdę szczęśliwym.
- Łucjo. – Doskonale rozpoznałam ten głos. Nawet po trzech latach wywołuje na moim ciele przyjemny dreszcz. Odwróciłam się i ujrzałam Wojciecha. Stał, oparty nonszalancko o drzewo, trzymając ręce głęboko w kieszeni.
     Od pamiętnej kłótni już nigdy więcej z nim nie rozmawiałam i nie widziałam go. Wyjechał do Hiszpanii, by grać dla Barcelony, a teraz jak gdyby nigdy nic powraca. Mimo, że nie rozmawiałam z nim, to na bieżąco śledziłam jego poczynania w Barcelonie. Od kilkunastu miesięcy jest czołowym bramkarzem i nic nie zapowiada, żeby zmieniło się to w najbliższym czasie.
- Cześć – powiedziałam, starając się, by nie zadrżał mi głos. Wojciech przyjrzał mi się. Jego wzrok mimowolnie powędrował na mój brzuch. Zmarszczył delikatnie brwi.
- W ciąży jesteś? – Zapytał.
- To chyba nie twoja sprawa. – Odparłam zbyt nerwowo.
- Wyszłaś za mąż? – Kolejne pytanie.
- Miałam chyba prawo ułożyć sobie życie?
- Mieliśmy tyle planów. Mieliśmy wspólną przyszłość. – Powiedział. Ból, jaki malował się na twarzy bramkarza był nie do zniesienia.
- Chcę ci przypomnieć, że to ty wszystko zniszczyłeś. Teraz mamy tylko wspólną przeszłość.
- Szczęśliwa jesteś? – Zapytał.
- Tak. Aaron jest wspaniałym...
- Za Aarona wyszłaś? – Przerwał mi szybko.
- Tak.
- Dlaczego nie pozwoliłaś mi wytłumaczyć? Łucjo... Kochana. – Podszedł do mnie, wyciągając rękę. Mimowolnie odsunęłam się o kilka kroków w tył.
- Zraniłeś mnie.
- Kochałem cię. Nadal cię kocham. – Powiedział, spoglądając mi głęboko w oczy. – Nie wierzę, że nic do mnie nie czujesz.
- Przestań. Nie wracajmy do przeszłości. Sam kiedyś powiedziałeś, że powinniśmy patrzeć w przyszłość, by nie utknąć w miejscu. Nie pamiętasz?
- Wiesz co? – Zagadną, ignorując moje wcześniejsze pytanie. – Będę walczyć. Nie ważne, że jesteś z Aaronem. Kocham cię i będę walczyć.
- Niby jak?
- Wracam do Londynu na stałe. Barcelona jest nie dla mnie. W Arsenalu czułem się, jak w domu. Wenger zaproponował mi powrót.
- Nie rób tego.
- Będę walczyć.
- Wojtek! – Krzyknęłam. Skrzywiłam się delikatnie, gdy echo rozniosło się dookoła. – Masz rację, kocham cię, ale to w Aaronie jest zakochana. I nie zmienisz tego.
- A zakład, że tak...?

__________________________________________________________


Witajcie, kochani!

Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie mocno wkurzeni. Końcówkę możecie interpretować, jak chcecie.
Tak właśnie zaplanowałam epilog.

Nie bądźcie źli na Łucję, ani na Aarona. Tak naprawdę to Wojtek całkowicie zawalił sprawę i to siebie powinien obwiniać.

Chciałabym podziękować Wam, że byliście ze mną do samego końca. Nadal ciężko mi uwierzyć, że moje wypociny spodobały Wam się. To naprawdę miłe, gdy czytam komentarze, a w nich są pochlebne opinie na temat opowiadania. Nic tak nie motywuje do pisania jak czytelnicy i komentarze, bo wiem wtedy, że to co robię, ma sens.

Miałam lepsze i słabsze momenty, ale cieszę się, że udało mi się zakończyć to opowiadanie. Jedno z nielicznych, które doprowadziłam do końca.

Mam nadzieję, że będziecie ze mną jeszcze przez następne kilka opowiadań, które planuję tworzyć. Tak, jak obiecałam, po zakończeniu tego opowiadania, dodaję prolog na nowym blogu: http://pokaz-mi-siebie.blogspot.com, liczę na Wasze komentarze, bo jak wcześniej napisałam - nic tak bardzo nie motywuje, jak Wasze opinie.

Moje trzecie opowiadanie będzie znowu o Wojtku - tak, jak to obiecałam.

Pozdrawiam!!!


2013-03-23

Rozdział 55

Witam!!!

Nowy rozdział dla zniecierpliwionych. Z tego faktu, że wczoraj dodałam rozdział, następny miał się pojawić z przyszłą sobotę, ale zrobię Wam taką małą niespodziankę.

Pozdrawiam!!!
________________________________________________________________________

     Minęło dziewiętnaście miesięcy, a wydaje mi się, jakbym to wczoraj była na urodzinach Alexa i Alexandry.
     Czytając poprzedni wpis, zastanawiałam się, dlaczego przez tyle miesięcy nie zajrzałam ani razu do pamiętnika. Odpowiedź jest oczywista: szkoła – klasa maturalna, a co za tym idzie: dużo więcej nauki i stresu. Brak czasu na cokolwiek innego, oprócz nauki – rzecz jasna. Musiałam poświęcić bardzo dużo czasu nauce, by dostać się na wymarzoną uczelnię. Nie byle jaką uczelnię, bo na Imperial College London.
     Maciek i moja mama się rozwiedli. Byłam pewna, że mój ojczym nie wytrzyma długo z moją mamą. Po powrocie z wakacji, myślałam, że moja rodzicielka chociaż trochę się zmieni. Niestety, było tylko coraz gorzej. Maciek nie wytrzymał huśtawki nastrojów żony i wyprowadził się z domu. Po rozwodzie przeprowadziłam się do niego, b w spokoju mogłam skupić się na maturze.
     Po rozwodzie rodziców, sieć restauracji się rozpadła, a Maciek postanowił otworzyć swój wymarzony biznes – otworzył elegancki butik, który zrobił furorę w Warszawie.
     Magda wróciła do Damiana i wydają się być szczęśliwi. Chociaż nie jestem pewna... Po powrocie z pamiętnych wakacji całkowicie zerwała ze mną kontakt. Anna również, a wszystko przez nieporozumienie. Pewnego razu, gdy pojechałyśmy do Londynu, Anna znalazła w mieszkaniu Nicklasa zdjęcie Isabel. Bendtner wszystko jej wyjaśnił, jednak zerwała z nim, gdyż nie mogła znieść faktu, że zataił przed nią ową historię z Isabel. Do mnie również miała pretensje i nie potrafi do dziś mi wybaczyć, że nie powiedziałam jej o dawnej miłości Nicklasa. Nadal nie potrafię zrozumieć Anny, dlaczego się wścieła. Postanowiłam, że nie będę się narzucać i przepraszać jej, gdyż nie czuję się nawet w najmniejszym stopniu winna. Nicklas jest moim przyjacielem i obiecałam mu, że historia Isabel nie wyjdzie na jaw.
     Z Karolem i Miłoszem kontakt również się urwał. Z tym pierwszym nawet nie żałuję, bo to co zrobił, było poniżej krytyki. Z Miłoszem nie spotykam się już, a wszystko przez to, że wyjechał na studia do Niemiec.
     W ostatniej klasie bardzo zbliżyłam się do Sandry. Dziwne, prawda? Jednak śmiało mogę stwierdzić, że nie żałuję swojej decyzji. Nawet Wojtek zaakceptował moją przyjaźń z Sandrą. To właśnie ona była moją ostoją, kiedy moi niby przyjaciele odwrócili się ode mnie. Ku zdziwieniu całej naszej klasy dostała się na prawo w Londynie. Byłam z niej niezmiernie dumna, ponieważ tylko ja i jej najbliżsi wiedzieliśmy, jak ciężko pracowała, by uzyskać wysokie wyniki z matury.
     Z Moniką mimo, że się nie przyjaźnię, to utrzymuję z nią kontakt. Wiele razy przepraszała mnie za to, co zrobiła, jednak pewnego rodzaju niechęć jest silniejsza i nie potrafię w pełni Monice zaufać.
     Katarzyna z Krzysztofem wzięli ponownie ślub i są szczęśliwi. Na stałe zamieszkali w Londynie. Kaśka skończyła rezydencję i rozpoczęła pracę w szpitalu, a Krzysztof otworzył kancelarię prawniczą.
     Miesiąc temu wydarzył się cud – gdyż ciąży mojej siostry nie można nazwać inaczej. Kilka miesięcy leczyła się, jednak lekarze uprzedzali Kaśkę, by nie robiła sobie większych nadziei, ale ja wierzyłam, że zostanie kiedyś matką. Po prostu to wiedziałam.
     Jack ożenił się z Lauren, a kilka miesięcy temu na świat przeszedł ich synek. Ciąża Lauren zszokowała wszystkich, jednak gdy urodził się Archie, każdy zakochał się w małym.
     Theo nadal jest z Melanie. Rok temu rozpoczął studia i radzi sobie bardzo dobrze. Może nie jest łatwo, ale daje rade. Przede wszystkim potrafi pogodzić naukę z grą w Arsenalu.
     Nicklas nadal nie potrafi się otrząsnąć po rozstaniu z Anką. Od kilku miesięcy już nie gra w Arsenalu, ponieważ Arsene Wenger wypożyczył go do Juventusu, ale utrzymuje z nami kontakt.
     Alex nadal jest singlem i jak twierdzi – jest mu z tym dobrze. Po jakże krótkim związku z Magdą, nie potrafi zaufać innej dziewczynie. Poza tym, chce teraz skupić się na swojej karierze.
     Pozostał tylko Aaron... Po śmierci Alex całkowicie się załamał. Wszyscy się o niego martwiliśmy, ponieważ jego kariera stanęła pod wielkim znakiem zapytania. Wpadł w depresję, opuszczał treningi i wydawało się, jakby nie zależało mu już na niczym. Grał coraz gorzej, jednak Wenger nadal głęboko wierzył, że stary Aaron powróci do dawnej formy. Mimo, że kibice skreślili Aarona, Arsene dalej wierzył w siłę chłopaka i po słabym meczy w wykonaniu Ramseya, dawał mu kolejne szansy. Z pomocą przyjaciół, Aaron odzyskał równowagę psychiczną i po ciężkiej pracy, powrócił do formy. Kilka miesięcy temu ku niezadowoleniu rodziny Aarona i nas, oświadczył się Colleen.
     Po skończeniu liceum, wyjechałam do Londynu i zamieszkałam z Wojciechem. Przez bardzo długi czas wahałam się czy zamieszkać z nim ale w końcu podjęłam decyzję i nie żałuję.
     Dostałam się na medycynę do Imperial College London i od października rozpoczęłam tam naukę. Nie jest łatwo, jednak z pomocą ojca daję sobie radę.
     Wojtek ostatnich kilka miesięcy nie mógł zaliczyć do najlepszych. Nagonka na jego osobę, spowodowała, że stracił wiarę w siebie i w swoje umiejętności. Za każde niepowodzenie Arsenalu, ludzie winili Wojciecha, mimo, że niewiele miał do powiedzenia, kiedy piłka trafiła do bramki. Wytykali mu same błędy, a dobre występy przeważnie przechodziły bez większego echa. Kiedy do pełni zdrowia powrócił Łukasz Fabiański, przez jakiś czas Wojtek stracił miejsce w wyjściowej jedenastce. Oliwy do ognia dolał pan Maciek, który w jednym z wywiadów skrytykował Wengera i oskarżył go za spadek formy Wojtka. Mimo, że w wypowiedzi pana Szczęsnego było dużo prawdy, nie miał prawa tak ostro mówić na temat Arsenalu. Zaszkodził tylko wizerunkowi Wojtka. Na szczęście wszystko rozeszło się po kościach i wydaje się, że każdy już o tym zapomniał. Wojtek powrócił do dawnej formy nie tylko fizycznej, ale i psychicznej.
     Ostatnie tygodnie były dla mnie dość wyczerpujące i bardzo stresujące, ponieważ przygotowywałam się do egzaminów semestralnych, które - jak później się okazało - zdałam śpiewająco.
     Jutro Theo wyprawia swoje urodziny, a że nie mam w co się ubrać, musiałam wybrać się na zakupy. Sandra postanowiła wybrać się razem ze mną.
- Czego dokładnie szukasz? – Zapytała, kiedy wyszłyśmy z kolejnego butiku. Z minuty na minutę traciłam wiarę, że znajdę coś ładnego.
- Sama nie wiem – mruknęłam, siadając na ławce.
- Widzisz to samo co ja? – Zapytała, Sandra. Powędrowałam za jej wzrokiem. – Czy to Marcin? Ten Marcin?
- Moniki? Tak, chyba tak – odpowiedziałam, przyglądając się trzydziestoletniemu mężczyźnie .
- Ciekawe po co przyjechał do Londynu? – Zastanawiała się na głos.
- Szczerze mówiąc, nie interesuje mnie to za bardzo. Ciekawi mnie tylko, dlaczego rozstał się z Moniką. Wiesz może?
- Niestety nie wiem, ale ani on, ani Monika nie traktowali tego związku poważnie. Nawet wydawało mi się, że Monika jest z nim na siłę.
- Zdradzał ją.
- Wydaje mi się, że wiedziała o tym. Ich związek był wyjątkowo dziwny... Mogłabym rzec, udawany...

*****

     Po powrocie z zakupów byłam wyczerpana, ale zadowolona, ponieważ udało mi się kupić śliczną sukienkę i buty.
     Wojtek nie wrócił jeszcze z treningu, więc postanowiłam ogarnąć trochę dom. Poza tym, za dwa dni ma przyjechać pani Alicja, więc nie chciałam, by pomyślała, że jestem jakąś bałaganiarą.
    Jednak dzwonek do drzwi nie pozwolił, bym zabrała się za sprzątanie. Gdy otworzyłam drzwi, szczerze się zdziwiłam. Gościem był nie kto inny, jak Marcin. Tylko skąd on wiedział gdzie mieszkam?
- Czego chcesz? – Warknęłam.
- Musimy porozmawiać. – Zakomunikował, bezceremonialnie wchodząc do mieszkania. Zamrugałam kilka razy, zaskoczona bezczelnym zachowaniem mężczyzny. Trzasnęłam drzwiami i poszłam za Marcinem.
- Nie mamy o czym. – Odparłam, zakładając ręce na piersi. Ciemnowłosy uśmiechnął się przebiegle.
- Mylisz się. Mamy do pogadania. Właściwie – urwał na moment, wyciągając z torby czarną teczkę, a następnie podając mi ją. – Właściwie to mam do pogadania z twoim chłopakiem.
- Wojtkiem? Dlaczego z nim? – Zapytałam, niczego nie rozumiejąc. Wyciągnęłam z papierowej teczki plik kartek i zaczęłam je przeglądać. Była to jakaś umowa. – Co to jest?
- Z Wojciechem spisałem umowę. – Zaczął mówić, rozglądając się po domu. – Dotyczyła ona tego, że miałem udawać chłopaka Moniki.
- Co?! – Wykrzyknęłam. – Kłamiesz!
- Daj mi dokończyć. – Syknął. – Monika taką również podpisała.
- Dlaczego?
- Monika miała odsunąć się od ciebie i udawać przyjaciółkę Sandry. To był plan.
- Możesz zacząć mówić jaśniej?
- Pamiętasz sylwester 2011/2012? Cała ta szopka w klubie oraz twoja kłótnia z Moniką były zaplanowane od początku, abyś wyszła z klubu wkurzona.
- Kłamiesz!
- Czyżby? – Roześmiał się głośno. Moje serce zaczęło bić coraz szybciej. – A nimby skąd bym wiedział o grupie chłopaków, którzy na ciebie napadli, co? Oni też byli wynajęci. W ten sposób Wojtek miał się do ciebie zbliżyć. Umowa, którą trzymasz w ręku wszystko potwierdza. Zapłacił mi pięćdziesiąt tysięcy za udawanie chłopaka Moniki. Jej również zapłacił.
- I dopiero teraz mi to mówisz? – Zapytałam drżącym głosem.
- Monika mnie o to porosiła. Miała dość Wojtka. Przez niego wasza przyjaźń się rozpadła... Chciała ją naprawić, ale byłaś nieugięta...
- To dlatego też Wojtkowi zależało na tym, abym się z nią pogodziła. – Powiedziałam bardziej do siebie. Przez chwilę staliśmy w milczeniu. Jakiś czas później usłyszałam, jak ktoś otwiera drzwi.
- Jestem, kochanie! – Zawołał, Wojciech.
     Do oczu napłynęły mi łzy, a serce boleśnie zabiło. Po raz kolejny zostałam oszukana.
- Co się dzie... – urwał, kiedy wszedł do salonu i zobaczył, kto raczył nas odwiedzić. – Co tutaj robisz? – Zapytał ostro.
- Miło cię widzieć, Wojtku. – Odezwał się, Marcin. – Ja już będę szedł. – Powiedział i wyminął szerokim łukiem mojego chłopaka. Chwilę później usłyszeliśmy trzask zamykanych drzwi. Szczęsny podszedł do mnie, chcąc przywitać mnie całusem w usta, ale odsunęłam się.
- Nie dotykaj mnie. – Wycedziłam. – Co to jest? – Zapytała, rzucając w Wojtka kartkami. Blondyn nie raczył nawet ich złapać. Wszystkie opadły na podłogę. – Myślałeś, że twój plan nie wyjdzie na jaw? – Zapytałam oskarżycielsko. – Przez ten cały czas bawiłeś się mną.
- Łucjo, daj mi wszystko wyjaśnić.
- Nie. Nie ma co tutaj wyjaśniać. Zabawiłeś się moim kosztem! – Krzyknęłam. Wojtek podszedł do mnie i mocno mnie przytulił. – Puszczaj mnie! – Z całych sił próbowałam uwolnić się z jego objęć, jednak był silniejszy.
- To nie tak! Daj mi wszystko wyjaśnić.
- Nie! Przez ciebie moja przyjaźń z Moniką się rozpadła! Nienawidzę cię! – Krzyczałam. – Puszczaj mnie!
- Co się tutaj dzieje? – Zapytał, Aaron, wpadając do mieszkania, jak poparzony. Wojtek, widząc przyjaciela zwolnił trochę uścisk. Korzystając z okazji, wyrwałam się chłopakowi i pobiegłam do Ramseya. Ten przytulił mnie mocno.
- Proszę, zabierz mnie stąd. Nie chcę go widzieć na oczy...

*****

      Czułam się, jakbym była uwięziona we własnym ciele, nie potrafiąca walczyć o swoje szczęście. Nie... Ja po prostu nie miałam już o co walczyć. Mój mały świat legną w gruzach. Kolejny raz przeżyłam w swoim życiu trzęsienie ziemi i bałam się. Tak cholernie się bałam, że tym razem nie podniosę się. Upadłam i nie miałam siły się podnieść. Czekałam aż cała ciemność mnie ogarnie i poczuję błogi spokój. Niestety tak się nie stało. Leżałam na łóżku przykryta kocem i tępo wpatrywałam się w sufit, jakby wyczekując, że wyczytam coś interesującego z niego. Kolejny raz moje serce pękło i boli o stokroć bardziej. Ból przeszywał całe moje ciało, promieniował od czubów palca aż do głowy, która pulsowała od nadmiaru myśli.
     Maciek mówił prawdę, że będę cierpieć. Byłam wtedy zbyt głupia i naiwna, by dać wiarę w słowa mojego ojczyma. Byłam zbyt wpatrzona w Wojciecha, by dokładnie przeanalizować słowa Maćka. Teraz za to płacę wysoką cenę.
     Straciłam prawie wszystko. Przyjaciół, szczęście, miłość. Pozostało tylko zranione serce.
- Jak się czujesz? – Do pokoju weszła Katarzyna.
- A jak mogę się czuć? – Zapytałam, nie zaszczycając jej nawet spojrzeniem.
- Przepraszam, głupie pytanie. – Mruknęła, siadając na krawędzi łóżka. – Przyjechał Wojtek.
- Nie chcę go widzieć! – Warknęłam.
- Porozmawiaj z nim. Chce ci wszystko wyjaśnić. Daj mu szansę.
- Przestań!
- Wojtek źle zrobił, ale porozmawiaj z nim. On cię kocha.
- Przestań, nie chcę tego słuchać. To koniec. Wojciech Szczęsny zniknął z mojego życia i już nie wróci...

2013-03-22

Rozdział 54

Witajcie!

Oto przedostatni rozdział. Ciężko jest mi się rozstać z tym opowiadaniem, jednak nic nie trwa wiecznie. Obiecuję, że od razu po zakończeniu tego opowiadania, rozpoczynam drugie. Mam mnóstwo pomysłów, które planuje zrealizować.

Zatem zapraszam na rozdział. :)

Mam nadzieję, że nie będziecie wściekli.

Pozdrawiam!!!
__________________________________________________________________________

muzyka

Alexandra

     Dzisiejszy dzień nie mogłam zaliczyć do najlepszych. Od samego rana wydawało się, jakby wszystko i wszyscy byli przeciwko mnie.
     Mój zły stan ducha zawdzięczałam dzisiejszym badaniom, na które straciłam prawie trzy godziny, a kiedy wracałam do domu, myślałam, że oszaleję.
     Kolejnym czynnikiem, wpływającym na złe samopoczucie było czarne volvo, które od wyjazdu z parkingu szpitalnego jechało za mną dość długo. Być może niepotrzebnie histeryzuję, ale mam złe przeczucia. A po powrocie do domu, pokłóciłam się z Arthurem.
- Co tutaj robisz? – Zapytałam, wchodząc do swojej sypialni.
- Co to jest? – Zapytał, ignorując moje pytanie. Dopiero, kiedy wskazał na fiolkę z tabletkami, zauważyłam, że to są te same leki, które lekarz dał mi, by uśmierzyć mój ból.
- Tabletki – odpowiedziałam, wyrywając je z ręki mojego kuzyna.
- Na co?
- Nie ładnie wchodzić do czyjegoś pokoju i szperać. – Próbowałam zmienić temat.
- Wszedłem, ponieważ chciałem pożyczyć książkę, a te tabletki leżały na komodzie. – Wyjaśnił. – Powiesz mi na co one są?
- Na ból głowy. Lekarz mi kiedyś przepisał. – Odpowiedziałam. – Nic szczególnego. Ostatnio je znalazłam. Coś chcesz jeszcze wiedzieć?
- Nie wierzę, że są to na ból głowy. – Mruknął, intensywnie się nad czymś zastanawiając. – Podobne miała Emily.
- I co z tego? Sugerujesz coś? – Zapytałam, podnosząc o dwa tony głos.
- Nic, tylko...
- Wyjdź z mojego pokoju. Jestem wykończona i chciałabym się zdrzemnąć.
- Dlaczego taka jesteś? Martwimy się o ciebie. Ostatnio tak wiele przeszłaś.
- Nie potrzebuję pomocy. Radzę sobie wyśmienicie, a teraz naprawdę wyjdź.
- Jak sobie chcesz, tylko pamiętaj, że kiedy ludzie się od ciebie odwrócą, może być za późno na naprawienie swoich błędów... – Warknął i wyszedł, trzaskając drzwiami.

*****

Łucja

     Nienajlepiej spałam dzisiejszej nocy. Ciągle myślałam o wczorajszym wieczorze, a dokładnie o tym, co powiedziała Alex.
Poszła do łóżka z Aaronem i najprawdopodobniej go kocha. Powinnam się cieszyć, że Aaron poznał w końcu dziewczynę, która naprawdę go pokocha. A jednak... Po raz kolejny miałam złe przeczucia...
     Wstałam z łóżka i nałożywszy na siebie szlafrok, wyszłam z pokoju. Zeszłam na dół do kuchni. Zastałam tam moją siostrę. Szykowała właśnie śniadanie.
- Cześć – powiedziałam. Kaśka oderwała wzrok od tostów i spojrzała na mnie badawczo.
- Źle spałaś? – Zapytała.
- Aż tak to widać? – Zapytałam. Ciemnowłosa pokiwała twierdząco głową.
- Chciałabym porozmawiać z tobą na temat wczorajszego wieczora. – Zaczęła delikatnie. Usiadłam wygodnie na krześle, przygotowując się na wykład starszej i bardziej doświadczonej siostry. – Łucjo, znam cię lepiej niż ktokolwiek i to, co wczoraj zobaczyłam w twoich oczach, zaniepokoiło mnie.
- A mianowicie?
- Twoja reakcja, kiedy Alex powiedziała, że spędziła noc z Aaronem. – Wyjaśniła. – Chcesz pogadać na ten temat?
- Nie ma o czym.
- Chyba jest. Pogubiłaś się w uczuciach i ktoś musi je naprostować. – Odparła, zastanawiając się intensywnie nad czymś. – Lubisz Aarona?
- Oczywiście, że lubię. Bardzo lubię, jest moim przyjacielem – odpowiedziałam powoli.
- Co czujesz do Wojtka? – Zapytała.
- Kocham go. – Odpowiedziałam pewnie.
- To przypomnij sobie bardzo dokładnie ostatnie miesiące przez, które musieliście przejść, żeby być razem, a potem pomyśl czy na pewno chcesz to spieprzyć. – Powiedziała całkowicie poważnie.
- Ale, Kaśka, kocham Wojtka.
- Cieszę się niezmiernie – odparła. – Ale odpowiedz sobie w myślach, co czujesz do Aarona. Bo wiesz – urwała na moment, biorąc głęboki wdech – miłość czasem nie wystarczy. Dowodem na to jestem ja i Krzysiek. Gdyby nie ty, być może nie dogadalibyśmy się. Ale jeśli zajdzie taka potrzeba, to i ja tobą potrząsnę. Ale najpierw ty musisz zdeklarować co, do kogo czujesz.
     Odpowiedź jest prosta i jedyna! Kocham Wojciecha.


*****

Alexadnra


     Kilkanaście dni później rozpoczęła się olimpiada i zdawało się, że każdy w Londynie żył obecnymi wydarzeniami.
     Aaron grał w reprezentacji angielskiej i byliśmy z niego niezmiernie dumni. Cieszyłam się, że jego kariera nareszcie zmierza w dobrym kierunku. Jest w wyśmienitej formie i miałam nadzieje, że wszystko pójdzie po jego myśli.
     A jak mają się sprawy miedzy mną a Ramseyem? Spotykamy się, jednakże nie jest to na zasadzie związku. Nasze relacje są luźne i bez zobowiązań i to mi, jak najbardziej pasowało. Nie mogłam sobie pozwolić na poważny związek, wiedząc, że za jakiś czas mogę umrzeć.
     Czas, który spędzałam w towarzystwie Aarona był cudowny i mijał niestety bardzo szybko. Wszyscy uważali nas za parę, a my nie dementowaliśmy plotek. Mimo, że byliśmy dla siebie kimś więcej niż tylko przyjaciółmi, nie mogłam nazwać Aarona swoim chłopakiem, chociaż tak bardzo bym chciałam.
     Dzisiaj miałam odebrać wyniki moich badań i szczerze powiedziawszy, bałam się. Tak strasznie się bałam. Pragnęłam, by towarzyszył mi ktoś, jednak byłam skazana tylko na siebie. Nie chciałam martwić swoich bliskich chorobą. Na pewno nie teraz, gdy wszystko zaczęło się układać.
     Nawet moja mama wydaje się, być w końcu szczęśliwa. Rozwód z ojcem na dobre jej wyszedł. Chociaż ten idiota chciał naprawić stosunki ze swoją żoną, moja mama pozostała nieugięta, co przyjęłam z ulgą. Wycierpiała przez ojca wystarczająco dużo i zasługuje na spokój.
     Stojąc przed szpitalem, czułam, jak cała moja dobra energia ulatnia się, następującą w moim sercu nieprzyjemną pustką. Wzięłam głęboki wdech i weszłam do środka.
     I tak nie ma dla mnie ratunku, więc dlaczego tak cholernie się boję?
     Mój zły humor pogorszył się, gdy przypomniałam sobie, że mam dziś urodziny. Pocieszał mnie fakt, że poza moją rodziną nikt o nich nie wiedział...


*****

Łucja

     Dzisiejszy dzień dla Chamberlaina był wyjątkowy, gdyż kończył dziewiętnaście lat. Mimo, że nie chciał ich specjalnie obchodzić, to Kanonierzy uparli się, że wyprawią mu niezapomnianą imprezę. Oczywiście nie miałam ochoty na imprezowanie, gdyż ten czas wolałam spędzić z Wojciechem, ale Alex jest moim przyjacielem i nie chciałam, sprawić mu przykrości...
     Piętnaście dni temu Magda wyjechała do Polski. Lipiec się skończył i musiała wrócić. Namawialiśmy ją, by została, jednak uparła się, że chce rozpocząć pracę w SPA i nikt, nawet Alex nie potrafił przekonać mojej przyjaciółki do zmiany decyzji. Anna postanowiła wrócić do Polski razem ze mną, co przyjęłam z wielką ulgą. Poza tym, byłam szczęśliwa, że tak dobrze układa jej się z Nicklasem.
     Ostatnio wszyscy przeżywaliśmy rozpoczętą olimpiadę, poza tym, kibicowaliśmy Aaronowi, by zaprezentował się, jak najlepiej. Wierzyłam w jego umiejętności i byłam pewna, że nie zawiedzie Anglii.
    Kilka dni temu przyjechała Wojciecha mama i mogłyśmy się lepiej poznać. Cieszyłam się, że zaakceptowała mój związek z Wojtkiem oraz, że poznała mojego ojca i macochę. Wydawało się, że znaleźli wspólny język i to było najważniejsze. Miałam tylko obawy, co do spotkania mojej matki z panią Alicją, ale wiedziałam, że nie nastąpi to zbyt wcześnie...
- Musimy wam o czymś powiedzieć. – Zakomunikowała, Katarzyna poważnym tonem, kiedy razem z ojcem i Martyną siedzieliśmy w salonie i oglądaliśmy mało interesujący film. Towarzyszył jej Krzysztof, który równie poważnie wyglądał. Przestraszyłam się nie na żarty. Bałam się, że mogło coś się wydarzyć, a przecież wszystko zmierzało ku dobremu i wydawać, by się mogło, że nie stanie już im nic na drodze do odbudowania szczęścia.
- Ty czy ja? – Zapytał, Krzysiek, spoglądając na Kaśkę.
- Ja – odpowiedziała. W jej głosie pobrzmiewało ledwo wyczuwalne podekscytowanie. – Rodzino – rozpoczęła, ciemnowłosa, spoglądając na każdego, ale gdy jej wzrok spoczął na mnie, mrugnęła do mnie porozumiewawczo. – Wspólnie z Krzyśkiem zdecydowaliśmy wrócić do siebie. – Wszyscy z szeroko otwartymi oczami, obserwowaliśmy Katarzynę i Krzysztofa.
- Nic nie powiedziecie? – Zapytał niepewnie, Krzysiek.
- Gratuluję! – Pisnęłam, rzucając się na szyję mojej siostry. – Tak się cieszę.
- Nareszcie – powiedział, tata, ściskając się po męsku z Krzysztofem.
- I postanowiliśmy na stałe przeprowadzić się do Londynu. Tutaj dokończę rezydencję, a Krzysiek na pewno znajdzie kancelarię, która go zatrudni. – Powiedziała, Kaśka.
- To świetnie! – Szczerze ucieszyła się, Martyna.
- Niedługo rozpoczniemy szukanie mieszkania, ale to tego czasu, jeśli pozwolicie, to...
- Możecie u nas zostać, ile tylko chcecie. – Powiedziała, kobieta.
     Jak dobrze, że w życiu mojej siostry zaczęło się układać. Miałam nadzieję, że trudny okres mają już całkowicie za sobą i czeka ich tylko świetlana przyszłość.

*****

Alexandra

     Jaka ja byłam głupia! Podświadomie miałam nadzieję, że moja choroba to tylko jakieś nieporozumienie i wyniki badań to potwierdzą. A jednak...
     Byłam zła i rozżalona. Pragnęłam zaszyć się w swoim pokoju i nigdzie już nie wychodzić. Niestety teatrzyk trzeba było kontynuować... W popołudnie byłam umówiona z Lucy na zakupy i nie mogłam tego odwołać. Od razu po wyjściu ze szpitala, pojechałam po nią. Czekała już na mnie przed domem.
- Cześć – powiedziała, wesoło.
- Co się stało? – Zapytałam.
- Moja siostra wróciła do swojego byłego męża. – Odpowiedziała. – To była tylko kwestia czasu, ale i tak równie mocno się cieszę. – Wyjaśniła. – A co u was? – Zapytała. Doskonale wiedziałam, o co jej chodziło. Była ciekawa, co dokładnie jest pomiędzy mną, a jej przyjacielem.
- Nic specjalnego. – Odpowiedziałam. Wydawała się szczerze zdziwiona.
- Ja to? Nie jesteście razem?
- Aaron ci nie mówił?
- Ostatnio z nim nie rozmawiałam. Tak wiele czasu spędzacie razem, że... – Odchrząknęła i kontynuowała. – Że nie mamy czasu zamienić nawet słowa. – Zażartowała, ale wyczułam w jej głosie nutę wyrzutu. No cóż... Nie dziwiłam się Lucy, że jest trochę zła, bo przecież to jej przyjaciel i równie mocno się o niego martwi, co inni. – Słuchaj – zaczęła niepewnie, odwracając się do tyłu – nie wydaje ci się, że to czarne volvo jedzie za nami już jakiś czas? – Zapytała. Spojrzałam we wsteczne lusterko, marszcząc brwi.
- Ostatnio też za mną jechał. – Przyznałam, lekko wystraszona, jednak opanowałam się przy Lucy. Wystarczyło, że ona panikuje.
- Co robimy? – Zapytała.
- Zobaczymy czy na pewno nas śledzi. – Odpowiedziałam i skręciłam w pierwszy lepszy zjazd. Kilka sekund później volvo pojawiło się za na mi. Nie myśląc dłużej docisnęłam pedał gazu, chcąc, jak najszybciej zgubić prześladowcę.
- Jak myślisz, kto to? – Zapytała, gdyż nie byliśmy w stanie ocenić, kto siedzi za kółkiem, ponieważ szyby były przyciemnione. Po głowie chodziła mi tylko jedna osoba...
- Jackob. – Powiedziałam drżącym głosem. – Jakiś czas temu uciekł z więzienia.
- Kto to?
- Chciał mnie zgwałcić... Na szczęście uciekłam mu, no i w porę Aaron się pojawił...
- Zadzwonię do Wojtka – powiedziała, wyciągając telefon.
- Nie! – Krzyknęłam. – To nic nie da. Musimy dojechać do miasta.

*****

Łucja


     Po incydencie z samochodem całkowicie odeszła mi ochota na zakupy, więc poprosiłam Alex, by zawiozła mnie od razu do ośrodka treningowego Arseanlu, gdyż po treningu miałam spotkać się z Wojtkiem, ale że zostało jeszcze pół godziny do jego zakończenia, postanowiłam udać się do poczekalni.
     Rozsiadłam się wygodnie na kanapie i wzięłam do ręki gazetę, która leżała na stoliku.
- Lucy? – Usłyszałam głos Aarona. Oderwałam wzrok od mało interesującego artykułu i spojrzałam na Ramseya. – Co tam? Dawno się nie widzieliśmy.
- U mnie wszystko w porządku – odpowiedziałam. Usiadł obok mnie, na co ja automatycznie przesunęłam się o kilka milimetrów. – A u ciebie? Trema przed meczem z Korą? – Zapytałam.
- Szczerze powiedziawszy, to nie. – Odpowiedział, marszcząc brwi. – Co się dzieje? – Spojrzał na mnie badawczo.
- Nie rozumiem.
- Chodzi o to...
- Skarbie, co się dzieje? – Z nikąd pojawił się Wojtek, co przyjęłam z nieopisaną ulgą. Pojawienie się Wojtka, wybawiło mnie od niezręcznych pytań. Wstałam pospiesznie z kanapy i podeszłam do swojego chłopaka. – Nie miałem przyjechać po ciebie do miasta? – Zapytał, zdezorientowany.
- Plany się zmieniły – odpowiedziałam, przytulając się do niego. Potrzebowałam jego bliskości i wsparcia. Spojrzałam kątem oka na Walijczyka. Uśmiechnął się do nas.
- A propos planów – zaczął. – Dzisiaj impreza urodzinowa jest nie tylko dla Alexa, ale i dla Alex. Nikt o tym nie wie, ale ma dziś urodziny.
- Alex ma dzisiaj urodziny? – Zapytałam. Ramsey kiwnął twierdząco głową. – Aż głupio mi, że nie złożyłam jej życzeń.
- Nie wiedziałaś, że ma. O której impreza? – Zapytał, Wojtek.
- Dam ci znać później, bo sam dokładnie nie wiem. Do zobaczenia! – Pożegnał się, a następnie skierował się do wyjścia.
- Co się dzieje? – Zapytał, wyraźnie zmartwiony. Nie odpowiedziałam, tylko wspięłam się na palce i pocałowałam go delikatnie w usta. Poczułam, jak uśmiecha się, ale odwzajemnił pocałunek. – A to co?
- Musiałam coś sprawdzić. – Odpowiedziałam.
- I co?
- Kocham cię. Bardzo...
     Kocham Wojciecha i żaden Aaron tego nie zmieni.

*****

Alexandra

     Kiedy wróciłam do domu, rozpłakałam się. Nie potrafiłam już udawać, że wszystko jest w porządku. Byłam przerażona i musiałam w końcu komuś powiedzieć, że od jakiegoś czasu ktoś mnie śledzi.
     Z rozmyślań wyrwało mnie pukanie do drzwi.
- Pamiętasz, że dzisiaj jest kolacja u twojej mamy? – Zapytał, Arthur, wchodząc do mojej sypialni.
- Nie pamiętam – odpowiedziałam powoli, próbując przypomnieć sobie czy ktoś łaskawie poinformował mnie o tym.
- W każdym razie, bądź gotowa o dwudziestej. – Powiedział i wyszedł.
     Nie miałam ochoty nigdzie wychodzić. Dzisiejszy dzień nie mogłam zaliczyć do najlepszych i chciałam go po prostu przespać. Moje dwudzieste urodziny były wyjątkowo przygnębiające.
     Nawet nie macie pojęcia, jak krwawi moje serce, kiedy pomyślę, że nie mogę podzielić się z ciężarem, który na mnie spadł.
     Moim cierpieniem mogę się podzielić z pamiętnikiem, który być może, zostanie kiedyś przez kogoś znaleziony, a wszystkie moje najskrytsze sekrety, uczucia i marzenia ujrzą świat dzienny.
     Mimo, że nigdy się do tego nie przyznałam, to bezwiednie zawsze dożyłam do odnalezienia miłości. Bo kto tak naprawdę nie dąży do niej? Miłość jest najpiękniejszym uczuciem i powinniśmy ją pielęgnować. Powinniśmy o nią walczyć.
     Dla mnie jest już za późno, by być z mężczyzną moich marzeń, jednak życie toczy się swoim torem. Wiem, że wielu ludzi zraniłam. Wiem, że powiedziałam wiele rzeczy, których teraz żałuję. Wiem, że zrobiłam masę głupstw, których się wstydzę. Wiem, że często uciekałam. Uciekałam przed szczęściem. Uciekałam przed prawdą. Uciekałam przed miłością. Uciekałam przed samą sobą.
I wiem, że zranię dzisiaj jeszcze jedną osobą. Osobę, którą kocham. Ale tak po prostu muszę zrobić. Mam nadzieję, że kiedyś mi wybaczy i zrozumie powód mojego postępowania.
     Jednak teraz, jedynym śladem po moim cierpieniu jest mój pamiętnik...

*****

Łucja

     Chyba nigdy nie zapomnę zaskoczonej miny Alexandry, kiedy po wejściu do klubu w towarzystwie swojego kuzyna, wszyscy wykrzyknęliśmy „niespodzianka”. Była bardzo zdziwiona, że wiedzieliśmy o jej urodzinach i mimo, że nie powiedziała tego na głos, byłam pewna, że ucieszyła się.
     Aaron wspólnie z Nicklasem spisali się na medal, gdyż impreza była naprawdę udana.
- Gdzie idziesz? – Zapytał, Wojtek, kiedy wyswobodziłam się z jego objęć.
- Do Alex, chcę złożyć jej życzenia. – Odpowiedziałam. Pocałował mnie przelotnie w usta.
     Nie wiedziałam, gdzie mam szukać Alex, ponieważ już pół godziny wcześniej znikła mi z oczu. Przy wyjściu na taras, dostrzegłam Aarona. Postanowiłam podążyć za chłopakiem, jednak, przystanęłam przy drzwiach i po prostu zaczęłam się przysłuchiwać rozmowie Alex i Aarona.
- Dziękuję. – Powiedziała, Alexandra.
- Nie masz za co. – Odparł, podchodząc do dziewczyny. Chciał dotknąć jej policzka, jednak ta odsunęła się nieznacznie.
- Co jest? – Zapytał, Theo, który znikąd pojawił się za mną. Podskoczyłam wystraszona, nagłym zjawieniem się przyjaciela. – Przepraszam.
- Cicho, bo nic nie słyszę. – Warknęła.
- Podsłuchujesz? – Zapytał, uśmiechając się przebiegle.
- Przysłuchuję się – poprawiłam szybko.
- Przecież to samo. – Powiedział. Machnęłam tylko ręką, wywracając teatralnie oczami i podeszłam bliżej drzwi. Walcott poszedł za moim przykładem.
- Chciałem, żebyś ten dzień długo wspominała – odezwał się Aaron.
- Na pewno będę.
- Alex – zaczął, Ramsey. Wyczułam w jego głosie zdenerwowanie, jakiego nigdy wcześniej w jego wydaniu nie słyszałam. – Chciałbym ci coś powiedzieć...
- Ja też – przerwała Alex.
- Pozwól, że powiem pierwszy, bo jeżeli teraz tego nie zrobię być może już nigdy nie zbiorę się na odwagę. – Mówił coraz szybciej, a jego zdenerwowanie rosło z każdym wypowiedzianym słowem. – Kocham cię. Tak bardzo cię kocham.
- Przestań! – Powiedziała ostro, Alex. Wymieniłam zdziwione spojrzenia z Theo.
- Ale...
- Nie zrozumiałeś?! Myślałam, że nasze relacje są dla ciebie zrozumiałe. – Warknęła.
- Wybacz, ale dla mnie nie bardzo.
- Luźno, bez zobowiązań. Nie pamiętasz? – Zapytała. Jej lodowaty ton, spowodował nieprzyjemne ciarki na moim ciele.
- Czyli tylko seks? – Zapytał, to takim tonem, jakby nie mógł uwierzyć.
- Nie możesz się we nie zakochać.
- Już się zakochałem i nic na to nie poradzisz.
- Poradzę. Z nami koniec. – Wycedziła i kiedy wchodziła z tarasu, niemal na nas wpadła. Zgromiła nas wzrokiem. – Miło się podsłuchiwało? – Syknęła, wymijając nas. Nie odpowiedzieliśmy, tylko zaskoczeni wpatrywaliśmy się w dziewczynę.
- To było dziwne. – Mruknął zdezorientowany, Walcott.
     Postanowiłam od razu pobiec za Alex i porozmawiać z nią. Coś złego się z nią działo i musiałam wiedzieć co. Jeszcze nie tak dawno mówiła o swojej miłości do Aarona, a dziś wykrzyczała mu, że nie może się w niej zachować. Zachowanie Alex było co najmniej niedorzeczne.
     Kiedy odnalazłam ją wzrokiem, stała przy barze i popijała drinka.
- Co ty wyprawiasz?! -  Wykrzyknęłam, podchodząc do niej. Zignorowała mnie. – Alex! – Potrząsnęłam ją i dopiero wtedy raczyła zaszczycić mnie swoim spojrzeniem.
- Nie wtrącaj się – warknęła.
- Uwierz mi, że nie wtrącałabym się w twoje sprawy, ale waśnie zraniłaś mojego przyjaciela, a tego ci nie odpuszczę. – Odparowałam. – Aaron jest bardzo wrażliwy i wycierpiał przez kobiety już i tak wiele. Nie rań i ty. Mówiłaś, że kochasz go.
- Pomyłka. – Machnęła lekceważąco ręką i sięgnęła po butelkę, by dolać sobie trunku. – Wypijmy za nieszczęśliwą miłość i zranione serduszko Aarona. – Powiedziała, wznosząc ku górze szklankę.
- Co się stało? – Zapytałam.
- Życie, moja droga Lucy. Życie.
- Witam państwa serdecznie. – W głośnikach rozbrzmiał głoś jakiegoś mężczyzny, a następnie dźwięk tłuczonego szkła. Kilka sekund później zauważyłam, że to właśnie szklanka, którą trzymała Alex, rozbiła się. Spojrzałam na nią. Siedziała nieruchomo i z szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w scenę, na której pojawił się nieznajomy mężczyzna. – Myślałaś, że nie przyjdę po ciebie? – Zapytał, zwracając się do Alexandry, a chwilę później wybuchł gromkim śmiechem.
- Zabierzcie Alex, to ten Jackob! – Wykrzyknął, Aaron, pojawiając się w drzwiach.
- I oto jest: dzielny Aaron Ramsey! – Jackob zaczął klaskać. Wszelkie rozmowy na sali ucichły. – Stać! – Rzucił w kierunku ochroniarza, który wbiegł do klubu. Jackob wyciągnął pistolet i wycelował go w Aarona.
- Nie! – Krzyknęła, Alex, gwałtownie wstając z krzesła. – Czego chcesz? – Zapytała.
- Sprawiedliwości... – Odpowiedział i wymierzył kulę w kierunku, stojącego nieopodal Alexandry, Alexa, jednakże mój chłopak w szybkim tempie popchnął kumpla na ścianę, powodując, że napastnik spudłował. Padł jednak kolejny strzał i tym razem została postrzelona Alex. Ochroniarz nie czekał dłużej, tylko wystrzelił w kierunku oprawcy.
- Alex! – Wykrzyknął, Aaron.
- Nie czuję tętna – powiedział, Theo.
- Boże, błagam! Alex! – Ramsey zaczął potrząsać dziewczyną. – Nie zostawiaj mnie teraz. – Wyszeptał, biorąc ją w ramiona.
- Aaron – odezwał się, Wojciech. Walijczyk nie drgnął ani na chwilę. – Aaron. – Powtórzył stanowczo, Wojtek. – Ona nie żyje...
     Odeszła, pozostawiając po sobie tylko ból i nie odkrytą tajemnicę.  

2013-03-16

Rozdział 53

Witam!

Niestety prolog na moim drugim blogu jeszcze się nie pojawi. Ale gdy zakończę to opowiadanie, ruszam z nowym.

Pozostały jeszcze dwa rozdziały, w których jeszcze wiele się wydarzy zaskakujących rzeczy.

A tutaj macie link, aby zobaczyć Harlem Shake, który zrobiła moja szkoła.
Pozdrawiam!!!
____________________________________________________________________________

Łucja

     Naprawdę myślałam, że nadchodzący wieczór, który miałam spędzić z Wojciechem będzie miły i spokojny... No cóż... Tego spokoju właśnie nam brakowało.
     Pan Wielka Gwiazda urządził w swoim mieszkaniu imprezę, na którą zaprosił mnóstwo osób, w większości były to modelki. Pewnie próbował w ten sposób wzbudzić moją zazdrość. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest fakt, że miałam głęboko gdzieś, kogo zaprasza do swojego mieszkania lub z kim się spotyka. To jego życie, które nawet w najmniejszym stopniu nie interesowało mnie.
     Wojciech był tak nabuzowany, że kilka razy siłą musiałam zatrzymać go w domu, gdyż chciał pójść do Cristiano i zrobić mu karczemną awanturę. Szczęsny postanowił poczekać do ciszy nocnej i jeśli w mieszkaniu nowego sąsiada nadal będzie głośno, po prostu zadzwoni na policję.
- Wojtek – zaczęłam poirytowana, gdy po raz kolejny nadsłuchiwał, co dzieje się za ścianą u Pana Gwiazdy.
- Za dziesięć minut dzwonię na policję. – Zapowiedział, spoglądając na zegarek, wiszący na ścianie.
- A nie możemy po prostu zignorować tego debila i zająć się sobą? – Zapytałam, wzdychając ciężko. – Jemu właśnie o to chodzi. Nie możemy dać mu tej satysfakcji.
- Może masz rację – mruknął, zakładając ręce na piersi.
- Mam rację. – Odparłam z pewnością. – A teraz chodź do mnie, bo zaczynam się nudzić. – Dodałam ze złośliwym uśmiechem. Wojciech usiadł obok mnie i przygarnął do siebie.
- Przepraszam. Już się tobą zajmuję. – Wymruczał. – Co chciałabyś robić? – Zapytał. – Miałem zabrać cię do wesołego miasteczka, ale ten idiota pokrzyżował nam plany.
- Obejrzyjmy jakiś film. – Zaproponowałam.
- W porządku – odparł, podchodząc do komody, w której znajdowała się pokaźna kolekcja filmów. Zdecydowanie mój chłopak jest maniakiem filmowym. – Co chciałabyś obejrzeć? – Zapytał, odwracając się do mnie. Wzruszyłam tylko ramionami.
- Obojętnie – odpowiedziałam.
     Wojtek włączył jakąś nieznaną mi komedię. Nie dotrwałam jednak do końca, gdyż byłam tak wyczerpana, że zasnęłam. Nawet głośna muzyka za ścianą nie przeszkadzała mi. Oczy samowolnie zamykały mi się.


*****

Alexadnra

     Pierwszy raz od kilkunastu miesięcy naprawdę byłam szczęśliwa, a mój promienny uśmiech mógł zarazić każdego.
     Zawsze odpychałam od siebie miłość. Moje związki nigdy nie trwały długo i przeważnie kończyły się dramatycznie. Nigdy nie podchodziłam emocjonalnie do facetów i związków. Do czasu... Nagle w moim beznadziejnym życiu pojawił się Aaron, który chociaż trochę wniósł słońca do mojej szarej rzeczywistości.
     Doskonale wiedziałam, że nie powinnam zakochiwać się w Aaronie, jednak kolejny raz, los uświadomi mi, że chciał zupełnie inaczej i byłam pewna, że będę cierpieć, gdyż moja przyszłość z Ramseyem nie jest możliwa. Jednakże była teraźniejszość i choć wiedziałam, że skutki tego będą bardzo bolesne, dalej brnęłam w to uczucie, mimo że rozum krzyczał: NIE!, to serce prosiło o trochę miłości i czułości.
     Kiedy wtuleni w siebie wracaliśmy do domu, mój dobry humor emanował ode mnie w promieniu kilometra i próbowałam nie myśleć, że kiedy wrócimy do Londynu, wrócą również problemy związane z Jackobem oraz ten główny – moja choroba. Odepchnęłam od siebie wszystkie negatywne myśli i skupiłam się na tym, co jest teraz. Musiałam choć na chwilę wyłączyć rozsądek, by przez moment poczuć w swoim życiu odrobinę szczęścia i miłości. Nie wiedziałam, co Aaron do mnie czuje. Mój zdrowy rozsądek wolał, by Ramsey nie zakochał się we mnie, jednakże serce pragnęło czyjejś miłości, Jego miłości.
- Zimno? – Zapytał. Nie czekając na moją odpowiedź, ściągnął marynarkę i otulił mnie ją. – Pięknie tu, prawda?
- Magicznie – szepnęłam. Ramsey uśmiechnął się czule, a mi po raz kolejny serce załomotało. Tak, zdecydowanie wszystkie komórki mojego ciała brnęły do niego.
     Po powrocie do domu, postanowiliśmy iść spać. Byliśmy wykończeni kilkugodzinną drogą, poza tym, następnego dnia również czekało nas mnóstwo atrakcji...

*****

Łucja

     Obudziłam się otulona ramionami Wojciecha. Spojrzałam na zegarek, leżący na komodzie przy łóżku. Było dwadzieścia minut po godzinie ósmej. Z tego względu, że było jeszcze stosunkowo wcześnie, postanowiłam chwilę się zdrzemnąć. Niestety nie dane mi było, gdyż mój organizm był w pełni wypoczęty, poza tym, w ramionach chłopaka było gorąco.
     Próbując się wydostać z objęć Wojciecha, niechcący obudziłam go. Przetarł ręką oczy, a następnie spojrzał na mnie. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech.
- Uwielbiam się przy tobie budzić. – Wymruczał mi do ucha. Po moim ciele przebiegł przyjemny dreszcz.
- Ja też – odparłam, kładąc głowę na jego torsie.
     Leżeliśmy tak jeszcze przez kilka minut, jednak sielanka się skończyła, gdy usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Wojtek westchnął ciężko, ale wstał z łóżka, nakładając na siebie dresy. Kilkanaście sekund później do moich uszu dobiegło głośne oburzenie Wojciecha. Wyskoczyłam z łóżka, jak poparzona i nałożywszy szlafrok, wyszłam z sypialni. W drzwiach wejściowych ujrzałam Pana Gwiazdę.
- Po jaką cholerę przylazłeś? – Warknął, Wojciech. Był wściekły i nawet tego nie krył.
- Spokojnie – zaczął, Ronaldo, wyciągając ręce w geście obronnym. Przeniósł swój wzrok na mnie i uśmiechnął się do mnie. Skrzywiłam się nieznacznie. – Przyszedłem po cukier, ponieważ...
- Sklep jest pięćdziesiąt metrów od budynku. Żegnam. – Syknął, bramkarz, z całej siły zamykając drzwi. – Ma tupet, dziad jeden. – Mruknął. Był zły, ale gdy spojrzał na mnie, jego wzrok złagodniał.     
     Dzień postanowiliśmy spędzić w wesołym miasteczku. Była piękna pogoda i nie chcieliśmy marnować dnia, siedząc przed telewizorem.
     Kiedy jedliśmy śniadanie, zadzwonił Alex i zaproponował byśmy wspólnie poszli do wesołego miasteczka. Przy okazji chciał przedstawić nam swoją dziewczynę. Zgodziliśmy się niemal natychmiast, gdyż byliśmy po prostu ciekawi kim była tajemnicza wybranka Alexa, która zakręciła mu w głowie. Od dłuższego czasu chodził szczęśliwy, co cieszyło nas, ponieważ kilka ostatnich tygodni dały mu porządnie popalić. Jest dobrym oraz uczciwym chłopakiem i miałam nadzieję, że jego dziewczyna doceni, to jakim jest człowiekiem i pokocha go za to jaki jest, a nie za to, ile ma pieniędzy na koncie.
     Umówiliśmy się, że spotkamy się na miejscu. Zaczęliśmy się trochę martwić, ponieważ spóźniali się już dwadzieścia minut, jednak po jakże długim oczekiwaniu, przyszli. Jednak to, co zobaczyłam zwaliło mnie z nóg. Partnerką Alexa okazała się moja przyjaciółka, Magda. Ona też wyglądała, jakby nie spodziewała się mnie zobaczyć. Spojrzała rozłoszczona na Alexa, a potem na mnie.
- Co to ma znaczyć? – Zapytała. W jej głosie rozbrzmiała nuta agresji. Alex spojrzał na dziewczynę przepraszająco.
- Nie chcę się już ukrywać. – Wyjaśnił.
- Jestem w lekkim szoku – odezwał się, Wojtek, spoglądając zdezorientowanym wzrokiem na parę przyjaciół.
- Ja też – zawtórowałam. – Szkoda, że wcześniej nie powiedziałaś, dlaczego zerwałaś z Damianem – zwróciłam się do rudowłosej.
- To nie jest twoja sprawa. – Warknęła. – To moje życie.
- Zraniłaś Damiana, ponieważ masz kaprys, aby być z Alexem. Tak nie można. – Powiedziałam spokojnie. Mimo, że Alex jest moim przyjacielem, Damian również nim jest i ciężko mi było z tą idiotyczną sytuacją. Jednak Magda nie czuła się w żaden sposób winna.
- To nie jest kaprys. – Zaprotestowała. – Jestem w końcu szczęśliwa. Mam chyba do tego prawo, prawda?
- Oczywiście, ale nie kosztem najbliższych. Nawet nie wiesz, jak Damian się poczuł.
- A wiesz może, jak ja się poczułam?!
- Wybacz, ale nie rozumiem.
- No właśnie! – Wykrzyknęła. Kilkoro przechodniów spojrzało się na nas z zaciekawieniem. – Nic nie rozumiesz i nic nie wiesz.
- To powiedz mi!
- Po co? Damian i tak będzie w twoich oczach, jako biedny i niewinny chłoptaś. Ale nie wiesz, co ta naprawdę kryje się za jego maską.
- To powiedz.
- Nie ma sensu.
- W porządku – westchnęłam zrezygnowana. – Możemy wracać? – Zapytałam Wojtka. Chłopak spojrzał na mnie badawczo. – Przeszła mi ochota na zabawę. – Dodałam. Szczęsny pokiwał twierdząco głową. Pożegnał się z przyjacielem, a następnie ruszyliśmy w kierunku samochodu.
     Dlaczego nigdy nie mam szczęścia do przyjaciół?  Dlaczego ci, na których nam zależy najbardziej zawodzą? Dlaczego to ja za każdym razem przechodzę ten sam scenariusz? Najpierw zyskuję przyjaciół, potem ich tracę. To błędne koło, które chyba nigdy się nie skończy.

*****

Alexadnra
     Do ślubu pozostały jeszcze trzy godziny, ale postanowiłam już zacząć się szykować. Chciałam zaprezentować się przed Aaronem, jak najlepiej i miałam nadzieję, że suknia, którą razem z dziewczynami kupiłam, sprawi, że będę wyglądać naprawdę dobrze.
     Włosy upięłam w kok. Oczy podkreśliłam czarna kredką, a usta pomalowałam czerwoną szminką. Kiedy w pełni gotowa stanęłam przed lustrem, z dumą musiałam stwierdzić, że wyglądam rewelacyjnie. Odwróciłam wzrok od swego odbicia w lustrze, ponieważ usłyszałam pukanie do drzwi. Do środka wszedł Aaron.
     Spojrzał na mnie, otwierając szeroko oczy, jakby nie mógł uwierzyć, że stoi przed nim ta sama Alexandra Wenger.
- Wyglądasz... – urwał, biorą głęboki wdech. – Wyglądasz oszałamiająco. – Powiedział lustrując mnie wzrokiem od góry do dołu, co trochę mnie onieśmieliło. Moje policzki zapłonęły żywym rumieńcem.
- Dzięki – powiedziałam cicho.
- Musimy już jechać do kościoła. – Zakomunikował, wyciągając do mnie rękę. Złapałam ją, a wtedy poczułam, jakby stado mrówek przeszło przez moje ciało.
     W kościele byliśmy piętnaście minut później. Poznałam tam resztę rodziny Aarona i muszę przyznać, że oprócz Czarnej Wdowy, wszyscy byli bardzo sympatyczni.
     Panna Młoda wyglądała przepięknie w białej sukni. Camille, bo tak ma na imię kuzyna Aarona, jest piękną kobietą, a jej wybranek... No cóż... Bożyszczem raczej nie był...
      Ceremonia była wzruszająca, nawet dla tak obojętnej osoby, jak ja. Jednak z ulgą przyjęłam zakończenie mszy.
     Sala weselna znajdowała się kilkanaście metrów od kościoła w bardzo ładnym hotelu, więc piechotą wszyscy skierowaliśmy się na przyjęcie weselne.
     Na weselu wszyscy chcieli chociaż kilka zdań ze mną zamienić, gdyż byli ciekawi nowej dziewczyny Aarona. Mimo, że byli bardzo sympatyczni, to miałam już serdecznie dość odpowiadania ciągle na te same pytania, więc ucieszyłam się, kiedy Ramsey łaskawie poprosił mnie do tańca.
- Moja rodzinka nie dawała ci spokoju, co nie? – Zapytał.
- Są mili, ale gdy musiałam odpowiedzieć po raz pięćdziesiąty, jak się poznaliśmy, to serdecznie miałam dość. – Odpowiedziałam.
- Rozumiem. – Odparł,
     W głośnikach rozbrzmiała nastrojowa muzyka. Aaron przyciągnął mnie bliżej do siebie, a ja położyłam głowę na jego ramieniu.
     Było mi tak niewyobrażalnie dobrze, będąc w jego ramionach.

*****

Łucja

     Nie byłam wściekła tylko rozżalona, że po raz kolejny moja przyjaźń stanęła pod wielkim znakiem zapytania. Wojtek nie drążył tematu Magdy, za co byłam mu cholernie wdzięczna.
     Wojtek próbował poprawić mi humor, ale nawet on nie był w stanie sprawić, bym poczuła się lepiej.
     Po powrocie do domu postanowiliśmy już nigdzie nie wychodzić i spędzić wieczór na kanapie przed telewizorem.
     O dwudziestej usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Na początku Wojtek nie chciał iść otworzyć, twierdząc, że to pewnie Ronaldo coś znowu chce, jednak wstał z kanapy i łaskawie poszedł sprawdzić, kto raczył na odwiedzić.
- Cześć – w salonie pojawiła się Anna, a chwilę później za nią wszedł Nicklas.
- Cześć – powiedziałam zdziwiona. – Coś się stało? – Zapytałam.
- Po prostu przyszliśmy pomóc Wojtkowi poprawić ci humor. – Odpowiedział, Nicklas, siadając wygodnie na fotelu. – Poza tym, słyszeliśmy, że wprowadził się za ścianą interesujący człowiek. – Dodał.
- Wczoraj urządził imprezę. – Powiedział, Wojtek. – Miałem zadzwonić na policję.
- Na szczęście powstrzymałam cię. – Mruknęłam. – Nie warto zwracać na tego palanta uwagi.
- A o co dokładnie chodzi z Mandy? – Zapytał, Nick.
- Zerwała ze swoim chłopakiem, żeby być z Alexem. – Odpowiedziałam. – To naprawdę nie podoba mi się.
- Mi również. – Zawtórowała, czerwonowłosa. – Jestem pewna, że ich „związek” skończy się tak szybko, jak się zaczął.
- Kogo znowu niesie? – Zapytał, Wojtek, gdy po raz kolejny rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Kilka sekund później usłyszeliśmy głos Alexa. Wymieniłam zmartwione spojrzenia z przyjaciółmi.
- Przepraszam was – powiedział, Chamberlain, pojawiając się w salonie. – Mandy powiedziała, że już dawno zerwała z Damianem.
- Nie przepraszaj nas. – Powiedziałam szybko, wstając kanapy. – Nie mamy do ciebie pretensji o to, co się stało. To nasza przyjaciółka nieczysto zagrała.
- A propos Mandy – zaczął, Alex, biorąc głęboki wdech. – Jest na mnie wściekła, za dzisiejszą akcję w wesołym miasteczku. Ale ja chciałem tylko mieć normalny związek, w którym nie muszę się ukrywać.
- Przejdzie jej – powiedziała, Anna, próbując pocieszyć chłopaka, jednakże wiedziałam, że sama nie była o tym przekonana, ja zresztą też. Znamy Magdę od kilku lat i wiemy, że nie ma łatwego charakteru. Pozostała mi tylko nadzieja, że wszystko się ułoży.

*****

Alexandra
     Z ponurą miną wracałam w poniedziałkowy ranek do Londynu. Miniony weekend był jednym z najmilszych, jakich kiedykolwiek w życiu spędziłam.
     Powracając myślami do wesela, na mojej twarzy pojawił się ledwo zauważalny uśmiech. Było wspaniale, ale to co wydarzyło się po przyjęciu na zawsze pozostanie w mojej pamięci....
- Jesteś pewnie zmęczona, prawda? – Zapytał, Aaron, otaczają mnie ramieniem, kiedy usiedliśmy do stolika. Spojrzałam na Ramseya. Jego twarz malowała troska.
- Trochę – odpowiedziałam cicho.
- Chodźmy już. – Zaproponował.
     Pożegnaliśmy się z rodziną Aarona i poszliśmy do pokoju hotelowego. Byłam tak wyczerpana, że musiałam trzymać się ramienia Aarona, by nie zaliczyć bliskiego spotkania z podłogą. Odetchnęłam z ulgą, kiedy dotarliśmy do naszego pokoju.
     Aaron ściągnął marynarkę i krawat oraz odpiął kilka guzików swojej koszuli. Wyglądał bardzo pociągająco. I cały zdrowy rozsądek został przyćmiony. Nawet nie wiem, kiedy zaczęliśmy się całować i kierować w kierunku łóżka. Ramsey odpiął moją suknię i ściągnął ją. Następnie zaczął całować mój dekolt, schodząc coraz niżej. Jego ręce rozpoczęły wędrówkę po moim rozgrzanym ciele. Tak bardzo go pragnęłam. Wszelkie hamulce puściły i liczyło się tylko to, że jesteśmy razem. Zaczęłam rozpinać guziki jego koszuli. Jednym ruchem ściągnął ją i rzucił na podłogę. Wziął mnie na ręce i położył na łóżku...
- Dobrze się czujesz? – Zapytał, Ramsey, zmuszając mnie tym samym, bym powróciła do teraźniejszości.
- Tak – odpowiedziałam.
- O czym myślisz? – Spojrzał na mnie przelotnie. Odwróciłam szybko głowę, by nie dostrzegł moich rumieńców. Myślałam o nocy, którą wspólnie spędziliśmy. Jeszcze nikt nigdy nie był dla mnie tak czuły, jak Aaron. Była to najwspanialsza noc w moim dotychczasowym życiu i nie żałowałam niczego, co się wówczas wydarzyło...

*****

Łucja

     Poniedziałkowy wieczór miałam spędzić z Anną, Katarzyną i Alex. Magda umówiła się z Alexem, co oznaczało, że pogodzili się. Od pamiętnej rozmowy w wesołym miasteczku nie rozmawiałam z nią, gdyż unikała ze mną jakiegokolwiek kontaktu. Oczywiście przykro mi było z tego powodu, gdyż dzięki mojemu tacie miała dach nad głową, ale nie chciałam jej tego wypominać. Przecież „najważniejsze”, że ona byłoa szczęśliwa.
     Nie mogłam się doczekać spotkania z Alex, ponieważ byłam ciekawa, jak minął weekend w rodzinnym mieście Aarona.
Spotkanie miało się odbyć w naszym domu, więc postanowiłam posprzątać. Poza tym, za dwa dni mieli przyjechać Robert z Martyną, więc wypadało ogarnąć dom. Ku mojemu zdziwieniu do sprzątania dołączyła się Anka. Wspólnie szybciej udało nam się posprzątać i przygotować jedzenie na wieczór.
     Powiadomiliśmy chłopaków, że wieczór pragniemy spędzić tylko w gronie dziewcząt, co przyjęli z nieukrywanym oburzeniem. Nicklas był tak zrozpaczony rozstaniem z Anną na jeden wieczór, że zaproponował, że przebierze się za dziewczynę. Na szczęście mój chłopak nie upadł tak nisko i wybił ten durny pomysł Nicklasowi z głowy.
     Punkt dziewiętnasta rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Katarzyna poszła otworzyć. Kilka sekund później do salonu weszła Alex. Przyjrzałam się dziewczynie. Wyglądała zupełnie inaczej. Emanowało od niej szczęście. W swoim życiu wycierpiała naprawdę wiele i ucieszyłam się widząc ją w dobrym humorze. Poza tym, nieczęsto można zobaczyć na jej twarzy uśmiech, który w tamtym momencie mógł zarazić każdego.
- Proszę – powiedziała, wręczając mi wino. Wzięłam od niej butelkę z alkoholem i poszłam do kuchni po korkociąg i kieliszki.
- Opowiadaj, jak było. – Powiedziała, Anna, kiedy zasiadłyśmy wszystkie w salonie. Na twarzy ciemnowłosej pojawiły się delikatne rumieńce.
- Mimo moich obaw było wspaniale.
- Szczegóły – drążyła moja przyjaciółka. Spojrzałam ostrzegawczo na czerwonowłosą, jednak zignorowała moje spojrzenie. Anna nigdy nie należała do subtelnych osób.
- Rodzina Aarona bardzo miło mnie przyjęła. Są sympatyczni. Wesele było udane, a Panna Młoda piękna.
- Ale chodzi mi co z Aaronem. – Westchnęła, Anna. Twarz Alex jeszcze bardziej poczerwieniała. – Poszliście do łóżka? – Zapytała prostu z mostu.
- Anka! – Wykrzyknęłam, oburzona natarczywością swojej przyjaciółki.
- Spokojnie, Lucy. – Powiedziała szybko, Alex, dotykając mojego ramienia. – A powracając do twojego pytania – zwróciła się do Anki – to tak... – Dalej nie słuchałam. Zatrzymałam się na ostatnim słowie. Kolejny raz poczułam to nieprzyjemne ukucie w sercu.
- Jesteście razem? – Zapytałam, starając się, aby mój głos nie zadrżał. Dziewczyna wyglądała, jakby intensywnie myślała nad moją odpowiedzią.
- Nie, chyba nie. – Odpowiedziała powoli.
- I poszliście do łóżka? – Skarciłam się w myślach za swoje pytanie, gdyż w moich ustach zabrzmiało raczej, jako wyrzut.
- Kochasz go? – Zapytała, Kaśka.
- Chciałabym powiedzieć nie, ale serce krzyczy tak. – Odpowiedziała, Alexandra.
- To cudownie! – Pisnęła, Anka. – Prawda, Łucjo? – Zwróciła się do mnie. Z całych sił spróbowałam się nie skrzywić. Katarzyna chyba dostrzegła moje oburzenie, gdyż jej karcący wzrok parzył mnie i sprawiał, że czułam się winna. Winna, ponieważ jestem zazdrosna o Aarona Ramseya. Tylko dlaczego? Kocham Wojciecha. Aaron jest moim przyjacielem...
     Tak przynajmniej wtedy myślałam...

2013-03-10

Rozdział 52

Witam!

Na początku chciałabym przeprosić za opóźnienie, ale czuję się nie najlepiej i nie miałam siły, by skończyć rozdziału. Zatem, jak możecie się domyśleć rozdział będzie beznadziejny. 

Do końca zostały tylko trzy rozdziały + epilog. A potem rozpocznę nowe opowiadanie. Oto blog z nowym opowiadaniem http://pokaz-mi-siebie.blogspot.com/, na razie dodałam bohaterów, ale jeśli jesteście ciekawi, kto wystąpi w moim nowym opowiadaniu to serdecznie zapraszam.

Pozdrawiam!
 ___________________________________________________________________

Alexandra
      Z kwaśną miną oglądałam mijane za oknem widoki. Czułam, jakby zeszły tydzień wyrwano z kalendarza. W ekspresowym tempie minęło siedem dni i nie obejrzałam się, a już siedziałam w samochodzie Aarona i wspólnie jechaliśmy na ten nieszczęsny ślub.
     Stresowałam się, gdyż miałam obawy, że nasze kłamstwo wyjdzie na jaw. Mimo, że mieliśmy ustaloną historię, to bałam się, że albo Aaron coś spartoli albo ja. Nie no... Aarona na pewno coś spartoli...
     Nie lubiłam oszukiwać ludzi, więc tym bardziej źle się czułam z myślą, że przez następny weekend będę udawać dziewczynę Ramseya.
- Wszystko będzie dobrze. – Aaron próbował mnie uspokoić.
     Miałam złe przeczucia.
     Kolejnym czynnikiem, który wpłynął na mój zły humor była myśl, że we wtorek będę miała kolejne badania. Wiele czytałam na temat raka trzustki. Wielu ludzi mówi, że rak to nie wyrok, jednak w moim przypadku tak właśnie jest. Powoli przyzwyczaiłam się do tej myśli. Jedynym marnym pocieszeniem jest to, że nie czuję tego potwornego bólu.
     Postanowiłam odepchnąć od siebie nieprzyjemne myśli związane z moją chorobą, by nie psuć jeszcze bardziej humoru.
     Myślami powróciłam do pamiętnego weekendu sprzed tygodnia, kiedy to całą paczką wybraliśmy się na dwa dni do domków letniskowych. Weekend był dość interesujący i bardzo komiczny. Z Nicklasa zrobiliśmy wariata i do dziś ma o to do nas pretensje. Mandy, która nagrała cały kawał z duchami, straszyła Nicka, że jeśli ten nie zaprzestanie durnych kawałów, film znajdzie się na YouTube. Na szczęście zadziałało to na Nicka i przestał wtrącać głupie komentarze do rozmowy i robić niesmaczne kawały. Przeprosił nawet Wojtka i Lucy za kawał z ciążą.
     Próbowałam też nie dopuszczać do siebie myśli, że pamiętnej nocy - kiedy to zorganizowaliśmy podstępny plan z duchami - naprawdę spotkałam... Nie. Nie. Nie. Duchów nie ma! To tylko bajki, którymi straszy się niegrzeczne dzieci i Nicklasa. Byłam po prostu zmęczona i przywidziało mi się.
     Droga do Caerphilly zleciała w szybkim tempie. Z każdym mijanym kilometrem, czułam coraz większy ciężar na sercu i jak mój żołądek skręca się ze stresu.
     Aaron dużo opowiadał o swojej rodzinie i zapewniał, że na pewno mnie zaakceptują. Za każdym razem, kiedy z miłością mówił o swoich najbliższych, odczuwałam pewnego rodzaju zazdrość, gdyż ja nigdy nie miałam ze swoją rodziną tak dobrych kontaktów, jak mój przyjaciel. Kłamstwa zburzyły cały porządek mojej rodziny, którego nie da się już nawet w najmniejszym stopniu odbudować. Aaron ma świetny kontakt z rodziną, a o Joshu, swoim bracie wypowiadał się w samych superlatywach. Mimo dzielących ich kilometrów, dogadują się świetnie, a kontakt między braćmi nawet w najmniejszym stopniu nie został zachwiany.
     Z Emily również świetnie się dogadywałam. Uwielbiałam ją, była moim wzorem, moim ideałem. Nasze relacje uległy ochłodzeniu po moim wyjeździe do Budapesztu. Przez dwa lata się nie widziałyśmy, nasze kontakty ograniczały się jedynie do telefonów, kiedy to niespodziewanie kilka miesięcy temu dowiedziałam się przez telefon, że nie żyje. To był potężny cios, który boli nawet teraz, kiedy o tym pomyślę. Wiem, że popełniam ten sam błąd, co Emily, nie mówiąc o swojej chorobie, ale nie chcę – jak było to w przypadku mojej siostry – aby wszyscy się nade mną litowali. Przypominałoby mi to ciągle o zbliżającej się śmierci, na którą nie jestem gotowa.
- Wszystko będzie dobrze. – Powtarzał, Aaron, próbując chyba samemu uwierzyć we własne słowa. Szliśmy wolnym krokiem w kierunku domu rodziców mojego „chłopaka”. – Pamiętasz, jak się poznaliśmy, jak...
- Aaron – przerwałam szybo przyjacielowi już lekko poirytowana. – Wszystko doskonale pamiętam.
     Nasza historia była banalna. Wiele faktów zgadzało się ze sobą, poza jednym głównym – nie byliśmy parą. Poznaliśmy się przed pamiętnym meczem z Tottenhamem. Na początku ignorowaliśmy się (drugi fakt, który został lekko naciągnięty, gdyż na początku toczyliśmy wojnę), a potem zaprzyjaźniliśmy się. Efekt końcowy jest taki, że zostaliśmy parą.
     Będąc przed drzwiami ogromnego domku jednorodzinnego, w napięciu oczekiwaliśmy aż otworzą się drzwi. Kilka sekund później, które trwały chyba całą wieczność, przed oczami ujrzałam czterdziestoparoletnią kobietą, o ciepłym i serdecznym uśmiechu.
- Aaron! – Wykrzyknęła i porwała chłopaka w ramiona.
- Cześć, mamo – powiedział, przytłumionym głosem. – Oto, Alex, moja dziewczyna. – Dodał, kiedy uwolnił się z objęcia rodzicielki. Kobieta przeniosła swój wzrok z Aarona na mnie, a jej uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej.
- Dzień dobry, pani. – Powiedziałam nieśmiało.
- Jaka pani, mów mi Marlene. – Powiedziała, ściskając moją rękę, którą wcześniej do niej wyciągnęłam. – Wchodźcie. Wszyscy na was czekają, a zwłaszcza na ciebie, Alex. Nie mogliśmy się doczekać twojego przyjazdu, kochana.
- Bardzo mi miło. – Mruknęłam, idąc za kobietą i rozglądając się dookoła. Wnętrze domu było urządzone bardzo przytulnie. – Poznajcie – powiedziała, wchodząc do salonu. – Oto dziewczyna Aarona, Alex. – Przedstawiła mnie. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, lustrując wszystkich wzrokiem.
- Witaj – z kanapy wstał wysoki mężczyzna, około pięćdziesiątki. – Jestem Kevin, ojciec Aarona. Bardzo miło mi cię poznać. – Powiedział, ściskając mnie serdecznie.
- Jak dobrze, że nie muszę oglądać już tego jaszczura, Colleen. – Odezwał się nastolatek, zrywając się z kanapy. – Jestem Josh.
     I tak zleciały dwie godziny, które należały chyba do najcięższych w moim życiu. Poznałam dwie kuzynki mojego przyjaciela oraz ciotkę. Resztę rodziny miałam poznać dopiero na ślubie. Mimo, że rodzina Aarona była bardzo miła, to ciężko mi było odprężyć się. Coraz gorzej czułam się z myślą, że okłamujemy wszystkich dookoła.   
     Najgorsza była ciotka Elizabeth. Aaron opowiadał mi kiedyś o niej. Wyszła sześć razy za mąż i każdy mąż po dwóch latach małżeństwa umierał. Szczerze powiedziawszy nawet wyglądała na Czarną Wdowę... Sympatyczne natomiast były kuzynki Aarona, Megan oraz Britney.
- Alex, opowiedz mam coś o sobie. – Odezwała się Elizabeth. Skrzywiłam się nieznacznie na dźwięk jej głosu. Był przerażająco skrzeczący. – Aaron niedawno dopiero powiedział, że ma dziewczynę, więc tym bardziej jesteśmy ciekawi, kim jesteś.
- Ciekawa to chyba ty jesteś, ciociu – powiedział niemiło, Aaron. Marlene spojrzała ostrzegawczo na syna.
- Urodziłam się w Manchesterze, ale moja rodzina od strony taty pochodzi z Francji, a od mamy z Brazylii. – Zaczęłam opowiadać, aby uniknąć niezręcznych pytań.
- Czym się zajmuje twój tata? – Zapytała ciotka Aarona.
- To chyba nie jest ważne. – Mruknął, Ramsey.
- Spokojnie. – Szepnęłam do chłopaka, kładąc na jego dłoni swoją rękę. – Mój tata jest bardzo wpływowym biznesmenem w Anglii. A uprzedzając pani kolejne pytanie, moja mama zajmuje się projektowaniem sukni ślubnych.
- Masz rodzeństwo? – Kolejne pytanie. Wzięłam głęboki oddech.
- Moja siostra nie żyje, zmarła kilka miesięcy temu. Studiuję architekturę wnętrz, mam dwadzieścia lat. Czy chce pani znać moją zdolność kredytową? – Zapytałam poirytowana. W salonie nastała głucha cisza.
- Elizabeth, starczy – syknęła, mata Aarona, wstając z kanapy. – Pewnie jesteście zmęczeni. – Zwróciła się do nas.
- Tak – odpowiedział, Aaron i pociągnął mnie za rękę. Ucieszyłam się, móc jak najszybciej zejść z pola widzenia Czarnej Wdowy. – Przepraszam cię za ciotkę. – Szepnął, kiedy wchodziliśmy po dosyć krętych schodach na górę.
- Daj spokój, nie twoja wina. – Odparłam, wchodząc za chłopakiem do jego sypialni. Rozejrzałam się dookoła. Uśmiech na nowo zagościł na mojej twarzy. Pokój Aarona był urządzony tak samo, jak ten w jego apartamencie w Londynie. Kiedy mój wzrok padł na łóżko, dosyć małych rozmiarów, dopiero wtedy dotarło do mnie, że będziemy dzielić we dwójkę sypialnię. Dzielić wspólnie łóżko.
- Co się stało? – Zapytał, odczytując moją nagłą zmianę nastroju.
- Wszystko w porządku. – Odpowiedziałam, starając się, aby mój głos zabrzmiał pewnie.
- Chodzi o łóżko? – Zapytał, idealnie odgadując moje zmartwienie. – Jeśli krępuje cię to, będę spał na ziemi.
- Daj spokój, a jeżeli ktoś wejdzie w nocy do pokoju i spostrzeganie, że śpisz na ziemi, co pomyśli?
- Nie obchodzi mnie to. Ważne, żebyś ty czuła się komfortowo. To ja wpakowałem cię w to bagno i chcę, żebyś czułą się tutaj swobodnie.



Łucja


     Magda zerwała z Damianem – ostatnio tylko ta rewelacja nie daje mi spokoju. Jak to się stało? Co kierowało Magdą, by zakończyć związek z moim przyjacielem? Niestety nie mam zielonego pojęcia, a moja przyjaciółka milczy, jak grób.
     Próbowałam wyciągnąć od Damiana jakiś istotnych informacji, ale ten też nie jest skory to zwierzeń, więc pozostało mi wspólnie z Anną czekać.
      Na szczęście sprawy Katarzyny powoli się stabilizują. Krzysztof jeszcze nie wrócił do Polski i razem z moją siostrą chodzą na terapię. Kaśka zrozumiała, że problemy, z którymi ostatnio się zmagała, nie dotyczą tylko jej, ale i Krzyśka. Wspólnie dążą do uporządkowania swojego życia i co najważniejsze – udaje im się. Nie jest łatwo, jeszcze przed nimi daleka droga do całkowitego ładu i harmonii, jednakże są na dobrej drodze i oby nie zboczyli z niej po raz drugi.
     Anna dzięki Nicklasowi promienieje z każdym dniem. Mimo tylu obaw, z którymi zmagałam się, by ta dwójka nie była razem, teraz wydają się śmieszne. Nick wydaje się, jakby nie widział świata poza moją przyjaciółką. Nawet Anna zaangażowała się, co nie często się u  niej zdarza.
     Nie spędzam z przyjaciółkami tyle czasu, ile bym chciała, gdyż Anna większość czasu spędza ze swoim chłopakiem, a Magda... No właśnie z kim?
     Nadchodzący wieczór miałam spędzić z Wojciechem. Ojciec razem z Martyną wyjechali na cztery dni do Manchesteru w odwiedziny do ojczyma Martyny, więc korzystając z okazji, Wojtek zaproponował byśmy cały weekend spędzili tylko we dwoje. Bez przeszkód zgodziłam się. Katarzyna obiecała mnie nie wydać, że pod nieobecność ojca, będę u Wojtka. Z ulgą przyjęłam, że moja stara Kaśka wróciła. Nasze relacje na nowo się odbudowują i kamień spadł mi z serca, że mogę liczyć na wsparcie starszej siostry.
- Baw się dobrze – powiedziała Katarzyna, pojawiając się w moim pokoju, kiedy się pakowałam. Wojtek lada chwila miał się z jawić, a ja dopiero zaczęłam się pakować.
- Dzięki za wszystko. – Mruknęłam.
- Nie ma za co. To ja powinnam ci podziękować. Tyle dla mnie zrobiłaś. – Odparła z lekkim uśmiechem. – Cieszę się, że układa ci się z Wojtkiem. Dobry z niego chłopak.
- Tak, masz rację.
- Jeszcze nie tak dawno poznaliście się na weselu ojca, a teraz jesteś parą.
     Miała całkowitą rację. Te kilka miesięcy zleciały jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Mimo wszystko te kilka miesięcy nie były łatwą drogą do szczęścia. Musieliśmy wiele poświęcić i walczyć z wieloma przeciwnościami losu. Na szczęście najpoważniejsza przeszkoda – Sandra – nie stanowi już problemu, a jest teraz tylko niemiłym wspomnieniem. No cóż, ona też nie może zaliczyć tych ostatnich miesięcy do najlepszych w swoim życiu. Swoimi kłamstwami i ciągłymi podstępami zraziła wszystkich swoich przyjaciół i została sama. Mimo iż przepłakałam przez Sandrę wiele nocy, to życzę jej, by odnalazła szczęście i miłość, gdyż nawet ona, dziewczyna bez skrupułów i wydawać by się mogło, że bez głębszych uczuć, zasługuje na trochę słońca w swoim życiu.
- Wojtek przyjechał! – Zawołał, Krzysztof. Uśmiechnęłam się do siebie. Kilka dni temu z powrotem wprowadził się do nas. To właśnie Katarzyna zaproponowała taki układ, co niezmiernie mnie ucieszyło, gdyż oznaczało to, że zależy jej na Krzyśku.
- Gotowa? – Zapytał, Wojciech, kiedy zeszłam z całym swoim asortymentem.
- Jasne – odpowiedziałam, podając mu moją torbę.
- Najpierw pojedziemy do mnie, zostawić twoje rzeczy, a potem jeśli będziesz chciałam, to zbiorę cię do wesołego miasteczka. Co ty na to? – Zapytał, kiedy jechaliśmy już w kierunku jego domu.
- Bardzo chętnie. – Odpowiedziałam, oglądając mijane budynki za oknem.
- Na początku sierpnia jedziemy na tydzień do Chin.
- Tata coś wspominał. – Mruknęłam. Mimo, że to miał być tylko tydzień, to nie spodobała mi się wizja rozłąki.
- Jedziesz z nami – powiedział to takim tonem, jakby to było jasne, jak słońce.
- Co?
- To Robert ci
- Nie.
- Kolejny raz naraziłem się twojemu ojcu. Super.
- Po prostu będę udawać, że nic nie wiem.
     Kiedy dojechaliśmy na miejsce, przed wejściem do klatki schodowej, stało mnóstwo fotoreporterów. Wojciech zmarszczył delikatnie czoło, wyciągając z bagażnika moją walizę.
- Co się stało? – Zapytałam.
- Nie mam pojęcia. – Odpowiedział, Wojtek. Załapał mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę budynku. Ciężko było się dopchać, jednakże po kilku przepychankach, udało nam się dojść do celu. – Pewnie ktoś się wprowadził i robią jak zwykle zamieszanie. – Odezwał się, kiedy czekaliśmy na windę.
     Po kilku minutach w końcu znaleźliśmy się pod drzwiami apartamentu Wojtka.
- Witam nowych sąsiadów. – Z mieszkania obok wyszedł Cristiano Ronaldo. Mój aparat mowy opadł na dół. Wojtek również nie krył zdziwienia.
- Co tutaj robisz? –Zapytałam niemiło.
- Przyjechałem na wakacje. Londyn to takie piękne miasto. – Odpowiedział, z tym dobrze znanym łobuzerskim uśmiechem. Policzyłam do dziesięciu, żeby nie wybuchnąć gniewem, który zaczął kumulować się.
- Przyjechałeś tylko, dlatego że Londyn to takie piękne miasto? Czy może dlatego, że dałam ci kosza i po prostu nie możesz tego znieść i robisz wszystko, by zwrócić moją uwagę? Serio, jesteś śmieszny.
- Nie wszystko się kręci wokół ciebie, Lucy. – Odparł spokojnie.
- Mam nadzieję, że nie będziesz sprawiał problemów i zrób coś z tymi dziennikarzami. – Wycedził, Wojtek i pociągnął mnie za rękę, bym weszła do mieszkania i z całej siły trzasnął drzwiami.

*****

Alexandra

- Mam nadzieję, że ciotka Elizabeth nie uraziła cię w niczym. – Powiedziała, matka Aarona, kiedy pomagałam jej posprzątać po kolacji.
- Jestem uodporniona na takie osoby. – Odparłam.
- Wydajesz się kobietą, która przeżyła w swoim życiu naprawdę wiele. Ale pamiętaj, że złe momenty tylko hartują nasz charakter. Sprawiają, że stajemy się silniejsi.
- Pomóc? – Zapytał, Aaron, wchodząc do kuchni.
     Spojrzałam na chłopaka. W niebieskiej koszuli i ciemnych dżinsach prezentował się rewelacyjnie. I po raz kolejny poczułam to ukucie w sercu. Po raz pierwszy żałowałam, że tylko udaję dziewczynę Ramseya. Bo kiedy wrócimy do Londynu miłe i czułe słówka skończą się, nie będzie mnie obejmować, nie będzie blisko mnie.
     Czy to miłość? A może to tylko mój kaprys?
- Już posprzątałyśmy. – Powiedziała, Marlene. – Może oprowadź Alex po miasteczku. Jest piękny wieczór, a o tej porze  Caerphilly jest magiczne.
- Jeśli tylko chcesz. – Zwrócił się do mnie, Aaron.
- Z miłą chęcią.
     Marlene miała rację, że Caerphilly wieczorną porą jest wyjątkowo magicznym miejscem.
- Bardzo ci dziękuję, że zgodziłaś się ze mną przyjechać. – Odezwał się Ramsey. – Jesteś wspaniała.
- Na pewno byś tak nie mówił, gdyby powiedziała nie. – Odparłam. Aaron spojrzał na mnie poważnie.
- Naprawdę jesteś wspaniałą kobietą i zrozum to wreszcie. – Powiedział całkowicie poważnie, spoglądając mi głęboko w oczy.
- Aaron... – zaczęłam zmieszana lekko.
- Cii... – szepnął, dotykając mojego zarumienionego policzka. Nachylił się i musnął delikatnie moje usta. Moje serce załomotało o stokroć szybciej. Na początku całował mnie delikatnie, jakby oczekując mojej reakcji, ale kiedy nie spotkał się z moim oporem, zaczął całować mnie namiętnie. Oddałam mu się całkowicie.
     Dopiero wtedy zrozumiałam, jak długo czekałam na ten moment. Jeszcze nigdy nie czułam się tak wspaniale. Miałam wrażenie, jakbym unosiła się co najmniej tysiąc metrów nad ziemią, a to za sprawą Aarona Ramseya. Chłopaka, który nigdy nie będzie mógł do mnie należeć.

________________________________

Caerphilly (wal. Castell Caerfili), którego polska nazwa brzmi Zamek Wolf to normańska twierdza położona w południowej Walii.





2013-03-02

Rozdział 51

Witam!

Rozdział miał być zabawny, ale wyszło, jak zwykle czyli do bani. Nie gniewajcie się. :) I pragnę Was uspokoić, że wszystko dobrze się skończy...

Pozdrawiam!
___________________________________________________________________________


Łucja

     Czas, który dzielę pomiędzy Wojtka, a przyjaciółmi mija zaskakująco szybko. Jeszcze niedawno była impreza nad basenem, a dziś jedziemy na cały weekend pod namioty. Tydzień zleciał w ekspresowym tempie.
     Przez ten czas wiele się wydarzyło.
     Alex i Aaron nadal grają zakochaną parę, co już robi się irytujące, kiedy masz świadomość, że to tylko kłamstwo. Poza naszym stałym gronem nikt nawet nie domyśla się, że związek Alexandry i Aarona to tylko mistyfikacja.
     Najważniejszym przełomem w moim towarzystwie jest chyba fakt, że Anna i Nicklas się dogadali i tworzą całkiem ładną parę.
     Największą niewiadomą jest Magda, która spotyka się z kimś, a ja nadal nie mam pojęcia, kim jest owa osoba. Oczywiście, domyślam się, że jest to chłopak, ale kim on jest – nie wiem. Podejrzewałam Alexa, ale kiedy zaczął się chwalić, że idzie na randkę z jakąś Nicole, odrzuciłam go. Zatem kto mógł zawrócić w głowie mojej przyjaciółki? Najgorsze w tym wszystkim jest to, że ma chłopaka w Polsce.
     Damian od kilku dni wydzwania do mnie i wypytuje się o Magdę, gdyż nie odbiera od niego telefonów, a ja nie mam pojęcia, co mu mówić. Po części tak właśnie jest, bo co niby miałabym powiedzieć, jak sama niewiele wiem. Damian jest moim przyjacielem i nie chcę go okłamywać, więc tylko go zbywam, ale jak długo mam to ciągnąć?
     A jak mają się sprawy u mojej siostrzyczki? Otóż, Katarzyna rozpoczęła ku swojemu niezadowoleniu leczenie i ciągle chodzi na terapię do psychologa. I z aprobatą muszę przyznać, że widać poprawę w nastroju mojej siostry. Zauważyłam również pozytywną zmianę w relacjach na linii Katarzyna – Krzysztof. Może nie jest idealnie, ale są na dobrej drodze, aby odbudować swoją przyjaźń. Mimo, że do pogodzenia ich jeszcze daleka droga, to widzę światełko w tunelu i ciągle mam nadzieję, że jeszcze kiedyś będą razem. Kochają się i to jest najważniejsze. Miłość przezwycięży nawet największe problemy.
     Na szczęście jest Wojciech, który skutecznie oczyszcza moje zszargane nerwy, wywołane przez moją siostrę i przyjaciółkę. Dzięki niemu czuję, że żyję. Dzięki niemu jestem po prostu szczęśliwa. Uwielbiam spędzać z nim czas i wiem, że przy nim nic mi nie grozi. Zawsze skutecznie wie, jak poprawić mi nastrój i oderwać chociaż na  moment od tej szarej, przygnębiającej rzeczywistości.
     Wstając dzisiaj rano, czułam, że ten dzień będzie udany. W wyśmienitym humorze wstałam z łóżka i poszłam się spakować, a następnie wykąpać. Nie zostało mi wiele czasu, gdyż o dwunastej mieli przyjechać chłopacy po nas mini busem, który wypożyczyli z ośrodka.
     Kiedy już wyszykowane wspólnie z Magdą, czekałyśmy w salonie na chłopaków, postanowiłam porozmawiać z nią na temat Damiana. Musiałam wiedzieć, co wyrabia moja przyjaciółka, a że Anna jeszcze się pakowała, skorzystałam z okazji.
- Wczoraj wieczorem dzwoniło do mnie Damian, dwa i trzy dni wcześniej również. – Zaczęłam delikatnie. – Powiedział, że nie odbierasz od niego telefonów. Nie ma pojęcia, co się z tobą dzieje. Ja zresztą też.
- Posłuchaj, jeżeli tak bardzo chcesz wiedzieć z kim się spotykam, to spytaj wprost. – Mruknęła.
- A powiesz?
- Nie, ale warto spróbować.
- Mogłabyś mi chociaż powiedzieć, co mam mówić Damianowi, kiedy następnym razem zadzwoni.
- Mów, co chcesz. – Odparła obojętnie.
- Co chcesz? – Powtórzyłam. – W takim razie powiem, że spotykasz się z jakimś chłopakiem.
- Twoja sprawa, co powiesz.
- Nie zależy ci na Damianie? – Moje pytanie zabrzmiało raczej jako stwierdzenie, co rozjuszyło trochę moją przyjaciółkę.
- Nie zależy mi na Damianie?! – Wykrzyknęła. – Nie masz prawa tak mówić, gdy nie wiesz, co się stało. Nie wiesz, co twój kochany przyjaciel mi zrobił, więc nie gadaj o rzeczach, o których nawet w najmniejszym stopniu nie masz pojęcia. – Wycedziła, wstając z kanapy, a mi dosłownie odjęło mowę. Złapała za walizkę i wyszła z domu.
- Wiesz coś? – Zapytałam Ankę, kiedy zeszła z całym swoim asortymentem. Czerwonowłosa zmarszczyła brwi i z niezadowoleniem pokiwała przecząco głową. Wierzyłam jej, że nic nie wie, gdyż moja przyjaciółka nie należy do osób, które potrafią udawać. – Chyba pokłóciła się z Damianem.
- Szczerze mówiąc, nie wyglądali na pokłóconych. Może dziwnie się zachowywali, ale czasem w każdym związku przychodzą ciche dni. Ale kilka dni przed wyjazdem do Londynu nie wyczułam między nimi napięcia.
- Albo Magda coś kręci albo Damian naprawdę zrobił coś głupiego.
- Oby to pierwsze. – Powiedziała po namyśle. – Przynajmniej nie będę musiała zabijać Damiana. – Dodała z uśmiechem.
     Pokręciłam głową z dezaprobatą i wstałam z fotela, bo przez okno zauważyłam, że chłopacy już przyjechali.
- Cześć, kochanie. – Wojtek jak zwykle przywitał mnie słodkim buziakiem w usta. Pomógł mi z walizką, którą wsadził do bagażnika. – Mała zmiana. Nie jedziemy pod namioty, ale do domów letniskowych.
- Dlaczego? – Zapytałam, kiedy już Nicklas odpalił maszynę.
- Pan Osioł Duński – zaczął niemiło, Ramsey – stwierdził, że nie ma zamiaru spać w namiocie, bo go pchły zjedzą. – Powiedział, a wszyscy jak na komendę wybuchli śmiechem.
- A chciałabym dodać, że to Nick zaproponował namioty – powiedziała, Alexandra.
- Ja tam wolę domek. – Odezwała się Lauren, dziewczyna Wilsherea.
- Namioty byłby ciekawsze. – Odezwała się, Melanie.


*****

Alexadnra

     Naprawdę cieszyłam się na wyjazd z.... Przyjaciółmi. Po ciężkim tygodniu, nadszedł czas na miły wypoczynek, który nie tylko mi się należał.
     Cztery dni temu odbył się pogrzeb Victorii. Ramsey poszedł razem ze mną, chcąc w tych ciężkich chwilach wspierać mnie. Mimo, że Aaron cały czas przy mnie był, to ciężko mi było utrzymać nerwy na wodzy, by czegoś nie rozwalić. Najbardziej zabolało mnie to, że Sybil nawet do mnie nie podeszła. Unikała ze mną jakiegokolwiek kontaktu, nawet kontaktu wzrokowego. Wiedziałam, że ma do mnie żal i czuje pewnego rodzaju niechęć. Ciężko mi uporać się ze śmiercią przyjaciółki, jak również nie potrafię się pogodzić z myślą, że Sybil, z którą przyjaźniłam się od dziecka, nienawidzi mnie. Ma ku temu powody, ale tak cholernie ciężko na sercu, gdy wiesz, że osoba, która nie tak dawno była najbliższa twojemu sercu, czuje do ciebie odrazę.
     Zamrugałam kilka raz, by nie rozkleić się. Rozejrzałam się dokoła i spróbowałam uśmiechnąć się. Chłopaki jak zwykle żartowali i śmiali się. Byłam pewna, że nadchodzący weekend będzie niezapomniany.
- Długo jeszcze, panie kierowco? – Zapytała, Lucy już lekko zniecierpliwiona. Też byłam ciekawa, jak długo jeszcze zajmie nam droga, bo od kilkudziesięciu minut wędrowaliśmy leśną ścieżką, a domów, jak nie było widać, tak nie było.
- Szczerze... – zaczął, nerwowo Nicklas. – Nie wiem...
- Jak to? – Zapytała, Ann.
- Chyba zgubiłem drogę...
- Co, kurwa?! – Ryknął, Ramsey. – Dać tylko debilowi kierownicę i mapę, to już spierdoli sprawę! – Krzyczał. – Masz GPS i zgubiłeś drogę?
- No właśnie, twój magiczny GPS nawalił, głąbie! – Warknął, Bendtner.
- Mnie nazywasz głąbem, krowo jedna?!
- Dość tego?! – Krzyknął, Nick i odwrócił się gwałtownie do Ramseya, by przyłożyć Walijczykowi, na co wszyscy w samochodzie zaczęliśmy wrzeszczeć, żeby patrzył się na drogę. Duńczyk prychnął i zatrzymał się, uważając, by nie wjechać w krzaki.
     Wojciech bez słowa wysiadł z samochodu i otworzył drzwi kierowcy. Nim Nicklas zdążył się zorientować, bramkarz złapał go za szmaty i wytargał na zewnątrz, wpychając w pobliskie krzaki.
-Co ty, kurwa, robisz?! - Wydarł się na Szczęsnego, gdy Polak usiadł za kierownicą.
- Skarbie, podaj mi mapę. – Zwrócił się do Lucy spokojnie, ignorując awanturującego się kumpla. Ciemnowłosa podała mu bez słowa mapę i tak jak wszyscy w lekkim szoku obserwowała chłopaka. – Jeżeli dobrze się orientuję, to domki letniskowe są niedaleko od głównej drogi, z której zboczyliśmy jakieś dziesięć kilometrów temu. Należy tam wrócić i do samego końca jechać tą właśnie drogą. – Wyjaśnił, bramkarz w skupieniu studiując mapę. – Może jeszcze zostało nam jakieś piętnaście albo dwadzieścia kilometrów.
- I tak nie zmienia to faktu, że Nicklas to debil. – Mruknął, Ramsey.
- Aaron – zaczął ostro, Wojtek. – Przestań i ty mnie wkurwiać. Zamiast pierdolić i najeżdżać na Nicklasa, mogłeś wziąć mapę, a nie siedzieć na dupie i marudzić. – Warknął. – Wsiadaj do samochodu – zwrócił się do Bendtnera, który otrzepywał się z liści. Duńczyk bez słowa wykonał polecenie przyjaciele i usiadł koło Lucy, która posłała mu pokrzepiające spojrzenie. – Dobra, jedziemy – mruknął i odpalił samochód.
- Jesteś pewien, że wiesz, jak tam dojechać? – Zapytał, Aaron.
- Słuchaj, jazda samochodem wychodzi mi o niebo lepiej niż Bendtnerowi i tobie, więc może przestań marudzić i przymnij się.
- Wojtek – syknęła, Lucy. Nie patrząc na nią, oddał jej mapę.
- Nie obrażaj się na mnie, Ramsey. Myślę, że wszyscy jesteśmy już dostatecznie zmęczeni i zdenerwowani, więc może dojedźmy w końcu na ten nasz pierdolony weekend, co? Wszyscy za? – Odwrócił się. Kiedy spojrzał na swoją dziewczynę, jego wzrok złagodniał. – Co?
- Nie musisz być chamski. – Mruknęła.
- Przepraszam bardzo, kochanie, ale chciałbym dojechać w całości i przepraszam, że potraktowałem biednego, słodkiego Aarona bardzo niestosownie.
- Tą ironię w dupę możesz sobie schować. – Wycedziła, zakładając ręce na piersi.
- Coś jeszcze chcesz dodać? – Zapytał, unosząc lewą brew do góry.
- Spokojnie, kochani – odezwał się, Lucas. Wojtek powrócił do wcześniejszej pozycji i ruszył gwałtownie. Rozległo się głośne przekleństwo Nicklasa, którego rzuciła do tyłu, a potem do przodu, ponieważ nie zdążył zapiąć pasów.
     Spojrzałam na Lucy i zauważyłam, że sposępniała. Theo też to zauważył i uścisnął jej rękę, by dodać jej otuchy. Uśmiechnęła się blado i wbiła swój wzrok w szybę.
     Tak... Czuję, że ten weekend będzie wręcz zajebisty...


*****

Łucja


     Wszyscy byliśmy poirytowani i zmęczeni, co nie zmieniało faktu, że Wojtek nie powinien w tak chamski sposób potraktować Nicklasa i Aarona. Byłam na niego zła i nawet tego nie kryłam. Przez całą drogę, kiedy próbował nawiązać ze mną kontakt, ignorowałam go. Theo dostrzegł mój zły humor i próbował to bardzo szybo zmienić. Nawet Aaron i Nick już nie sprzeczali się, tylko żartowali, by polepszyć napiętą atmosferę, panującą w samochodzie.
- Jesteśmy – zakomunikował mój chłopak. Spojrzałam na domki i musiałam stwierdzić, że te w Malediwach były o wiele ładniejsze.
Jednakże teren otaczający je był piękny. Kiedy wysiedliśmy z samochodu, chłopaki wyładowali wszystkie bagaże.
- Są trzy domki – zakomunikował, Nicklas.
- Umiem liczyć. – Warknął, Ramsey. Alexandra spiorunowała nieprzychylnym wzrokiem swojego przyjaciela.
- W jednym domku są trzy sypialnie, w drugim dwie, a w trzecim jedna. – Przemówił raz jeszcze, Bendtner. – Domek z jednym pokojem należy się Wojtkowi i Lucy, bo to dzięki niemu dojechaliśmy na miejsce.
- Dobrze kombinujesz, przyjacielu. – Wojtek poklepał Nicka po ramieniu i odebrał od niego klucze. Następnie wziął moją i swoją torbę i skierował się do drzwi.
- Idź. – Anka popchnęła mnie w stronę Wojtka. Theo posłał mi pokrzepiający uśmiech. Westchnęłam ciężko i poszłam za Wojciechem.
     Wnętrze domku było o wiele przyjemniejsze od strony zewnętrznej. W środku znajdował się salon i schody prowadzące na górę. Po środku stała brązowa kanapa i dwa fotele w tym samym kolorze. Był również telewizor. Ściany były pomalowane na kolor beżowy. Nicklas powiadomił nas, że w największym domku jest kuchnia i mamy tam się zjawić za godzinę.
- Nie jest tak źle, patrząc na to, że to Nick wybierał. – Odezwał się Wojtek, spoglądając na mnie niepewnie. Wzruszyłam tylko ramionami. Usiadłam na jednym z foteli, rozglądając się dookoła. – Skarbie. – Wojtek podszedł do mnie i ukucnął przede mną. – Przepraszam za swoje zachowanie. Byłem zdenerwowany.
- To Nicka i Aarona przeproś – mruknęłam. Chciałam wstać, ale nie pozwolił mi.
- O co chodzi? Nie chcesz być ze mną w domku? – Zapytał.
- Oczywiście, że chcę być z tobą. – Odparłam.
- To, o co chodzi?
- Po prostu pocałuj mnie – poprosiłam. Wojtek obdarował mnie czułym uśmiechem i spełnił moją prośbę. Na początku całował mnie delikatnie. Bez większego problemu uniósł mnie i usiadł na fotelu, sadzając mnie na swoich kolanach. Nawet przez moment nie przestawał mnie całować. Nasze pocałunki stawały się gwałtowniejsze, bardziej namiętne. Jego dłonie zaczęły wędrówkę po moim ciele. Odnalazłem krawędź jego podkoszulki i uniosłam ją do góry, by pozbyć się zbędnego ubrania, kiedy to bez pukania, Aaron wpadł do naszego domku.
- Ramsey, zajebię cię żywcem! – Ryknął, mój chłopak.
- Oj, sorry, przeszkodziłem wam. – Uśmiechnął się złośliwie. Moja twarz oblała się soczystym rumieńcem.
- Czego chcesz? – Zapytał, niemiło Szczęsny.
- Plany się zmieniły. Okazało się, że jest w pobliżu jezioro i idziemy na ryby. Za dziesięć minut zbiórka. – Zakomunikował i wyszedł, ale kilka sekund później wrócił. – Ale jeśli jesteście tak strasznie napaleni i nie wytrzymacie do wieczora, to...
- Wypierdalaj! – Krzyknął, blondyn.
- Tak jest, kapitanie! – Zaśmiał się i zamknął za sobą drzwi, zostawiając nas w końcu samych.
- Czy Ramsey zawsze musi nam przerywać? – Zapytałam.

*****

Alexandra

     Z ulgą przyjęłam fakt, że to z Mandy będę dzielić pokój. W innym razie musiałabym spać w jednej sypialni z Aaronem, co byłoby dla mnie dość krępujące.
     Droga pomimo kilku nie udogodnień, zleciała w miarę szybko. Kiedy dojechaliśmy na miejsce, uzgodniliśmy, kto w jakich domkach będzie nocował. W największym znalazłam się ja razem z Mandy, Aaronem, Alexem, Lucasem oraz Nicklasem i Ann.
- Pogodzili się – zakomunikował, Aaron, wchodząc do domu. Kilka minut temu wysłaliśmy Ramsey na przeszpiegi do Lucy i Wojtka, gdyż byliśmy porostu ciekawi czy jeszcze się kłócą.
- Na pewno? – Zapytał, Nicklas.
- Zastałem ich w bardzo intymnej sytuacji – wyjaśnił.
- Ostro! – Zagwizdał, Nicklas i wyszedł na zewnątrz.
- No co? – Zapytał, Walijczyk, widząc krzywe spojrzenie Alexa.
- Gówno. – Warknął. – Teraz będzie chodził za nimi i pierdolił głupie komentarze. Serio, Aaron, czasem nie myślisz... – Mruknął, wychodząc za Duńczykiem. Z dziewczynami wybuchłyśmy śmiechem, widząc nietęgą minę chłopaka.
- Na okrętkę po prostu powiedział, że jestem głupi? – Zapytał, Walijczyk.
- Stwierdził tylko niezaprzeczalny fakt, słoneczko. – Roześmiałam się i wyszłam na zewnątrz.
     Pogoda może nie rozpieszczała, ale nie padało, co w tamtym momencie było najważniejsze. Wiatr, który dość mocno wiał, co chwilę rozwiewał moje długie włosy, więc postanowiłam je związać. 
     Zauważyłam, że z sąsiedniego domku wyszli Wojtek i Lucy. Trzymali się za ręce i uśmiechali się. Przypuszczałam, że ich dobre humory już niedługo zepsuje Nicklas jakąś kąśliwą uwagą na temat ich życia seksualnego i wolałam uprzedzić ich, jednak Nick był szybszy.
- Słuchajcie – zaczął, Duńczyk z nikłym uśmiechem na twarzy – co wolicie, żebym wam kupił: wózek czy wanienkę? – Zapytał. Lucy i Wojtek wymienili się spojrzeniami, nie za bardzo chyba rozumiejąc, co ma na myśli ten patałach. – Ja rozumiem, że dziecko jest drogie i stwierdziłem, że jeśli zostanę ojcem chrzestnym, dołożę wszelkich starań, aby maleństwu niczego nie zabrakło. – Kontynuował swój idiotyczny wywód.
- O co ci chodzi? – Zapytał, Wojtek, marszcząc czoło.
- Już niedługo zostaniecie rodzicami, więc...
- Jesteś w ciąży?! – Wykrzyknął wystraszony, Wojtek zwracając się do swojej dziewczyny.
- Co? – Zapytała słabo.
- To dlatego tak dziwnie się zachowywałaś. – Ciągnął dalej bramkarz, ignorując pytanie Lucy. – O Boże – złapał się za głowę. – Robert urwie mi łeb, i spali żywcem. – Zaczął histeryzować.
- Wojtek – powiedziała spokojnie, ciemnowłosa.
- To co chcecie? Wanienkę czy wózek? – Powtórzył pytanie, Nicklas.
- Kurwa, martwy jestem, jak nic! – Mówił coraz szybciej, chodząc w tą i z powrotem. – Nie, nie, nie. Jesteś jeszcze za młoda. I co teraz?
- Wojtek...
- Jestem martwy... A miałem tyle planów!
- Wojtek, do cholery! – Wydarła się Lucy, żeby zwrócić uwagę blondyna. Szczęsny spojrzał na ukochaną. – Ja nie jestem w ciąży. – Powiedziała najwyraźniej, jak się da, ponieważ zaaferowany tematem ciąży, Wojtek przestał myśleć trzeźwo.
- Naprawdę? – Zapytał z nadzieją w oczach. Polka kiwnęła twierdząco głową. – Ty nieogarnięty pierdolcu! – Zwrócił się do kumpla. – Zejdź mi z oczu, kurewska łajzo!

*****

Łucja

     Ten weekend robił się naprawdę przyjemny, ale Pan Kurewska Łajza – jak to Wojtek nazwał – kolejny raz popsuła miłą atmosferę, myśląc, że jego żart wszystkich rozśmieszy. Okazało się, że źródłem głupiego pomysłu Nicklasa był Ramsey, który zastał na w dwuznacznej scenie i nie omieszkał tego wypaplać reszcie. Jestem pewna, że kiedyś z tego będę się śmiać, ale teraz nadal mam ochotę rozszarpać Bendtnera gołymi rękami.
     Po incydencie z ciążą wszyscy poszliśmy nad jezioro, ponieważ chłopaki chcieli złowić ryby na kolację.
- Siedzimy tutaj już ponad godzinę i prócz starego, zniszczonego buta, nie złowiliśmy niczego – mruknął, Wilshere.
- Wszystko dlatego, że bije od was negatywna energia, a ryby wyczuwają takie mankamenty – powiedział, filozoficznym tonem, Nicklas.
- Serio, jesteś głupszy niż myślałem – powiedział z przekąsem, Wojtek, wywołując wybuch śmiechu u wszystkich poza Bendtnerem.
- Słuchaj, Alex. – Rozpoczęła Lauren, gdy wszyscy uspokoili się. – Chcieliśmy wspólnie z Wilsherem poprosić cię o to byś pomogła urządzić nam dom.
- Z miłą chęcią. – Powiedziała, Alexandra. – Myśleliście w jakim klimacie chcielibyście go urządzić? – Zapytała. Wilshere wymienił ze swoją dziewczyną pytające spojrzenia. Alex westchnęła ciężko. – W jakich kolorach? – Podsunęła.
- Myślałam o różu lub fiolecie. – Odpowiedziała, Lauren.
- Żartujesz? – Prychnął, Wilshere.
- Niby dlaczego?
- Bo to takie dziewczyńskie – odpowiedział za Jacka, Wojtek.
- Co to za chory podział na kolory damskie i męskie? – Zapytała zbulwersowana, Magda.
- Wyobrażasz sobie faceta, siedzącego w różowym fotelu? – Zapytał, Wojtek.
- Tak – odezwałam się. – Prawdziwy mężczyzna nie boi się różu – dodałam, podkreślając pierwsze słowo. – I tylko prawdziwi mężczyźni nie boją się...
- Sugerujesz coś? – Przerwał mi Wojtek.
- Nie, zupełnie nic – odpowiedziałam. Mój głos był nieco przesiąknięty ironią. Wojtek uśmiechnął się przebiegle. Wstał z pnia drzewa i podszedł do mnie. Przerzucił mnie przez ramię, ignorując moje wrzaski.
- Puszczaj! – Krzyczałam, uderzając rękoma o jego plecy.
- Zemsta będzie słodka – powiedział zadziornie.
- Ratujcie! – Wołałam, jednak moi przyjaciele zamiast mi pomóc, z uśmiechali się głupkowato i nawet nie ruszyli się z miejsca, by przyjść z odsieczą. – Wojtuś, puść mnie. – Postanowiłam zastosować taktykę ugłaskiwania. Niestety mój chłopak był nieugięty.
- Kochanie, nie mydl mi tu oczu. – Powiedział. Byłam wręcz pewna, że na jego twarz wdarł się ten znany mi złośliwy uśmieszek, który miałam ochotę zmazać.
- Co mi zrobisz? – Zapytałam lekko przestraszona.
- Bój się, dziewczyno! Bój. – Powiedział groźnie.
     Po chwili spostrzegłam, że niesie mnie do naszego domu. Kiedy weszliśmy do środka, zamknął drzwi na klucz. Nadal nie stawiając mnie na ziemi, zmierzał w kierunku schodów. Kiedy znaleźliśmy się w sypialni, w końcu postawił mnie na ziemi. Odetchnęłam z ulgą, którą nie nacieszyłam się zbyt długo. Zdecydowanym ruchem chwycił mnie i popchnął na łóżko, następnie usiadł na mnie okrakiem.
- I co teraz mam ci zrobić? – Zapytał, nie przestając się uśmiechać. Nie zdążyłam, jednak wygłosić niczego, gdyż zaczął mnie łaskotać.
- Zostaw! – Piszczałam, wijąc się pod nim. Próbowałam chwycić go za nadgarstki, jednak wychodziło mi to dość nieudolnie. – Proszę, przestań!
- No co ty! Fajna zabawa. – Roześmiał się głośno. Na szczęście kilka sekund później przestał znęcać się nade mną. Chwycił moje ręce i ułożył je po obu stronach mojej głowy. Ciężko oddychałam, po jakże męczącym ataku śmiechu. Wojciech wpatrywał się we mnie z miłością, uwielbieniem i pożądaniem. – Kocham cię – wyszeptał, mi do ucha, muskając go delikatnie. Po moim ciele przeszła przyjemna fala gorąca.
     Zamykając oczy, musnął ustami moje wargi. Wplótł w moje włosy swoje ręce, nie przestając pocałunków, które robiły się namiętniejsze, powodując falę pożądania. Położył się na mnie, wciskając w materac. Jego dłonie rozpoczęły wędrówkę po moim rozpalonym ciele. Dotknął moich piersi i zaczął je delikatnie masować, następnie ściągną ze mnie bluzkę. Całował namiętnie moją szyję, uszy i dekolt. Czułam, jak delikatny prąd przeszywa całe moje ciało, od czubka głowy po końcówkę palca u stóp. Nagle odsunął się ode mnie, wstał, ciągnąc mnie za sobą. Stanęłam przed nim, lekko zdezorientowana. Odpiął guzik od moich szortów i pozbawił mnie ich. Ja też nie pozostałam mu dłużna, próbowałam ściągnąć z niego koszulkę, jednak moje drżące ręce nie pozwalały na to.
- Spokojnie, maleńka – szepnął uspokajająco wprost do mojego ucha.
     Podniósł mnie i znalazłam się na jego kolanach. Siedzieliśmy na łóżku i całowaliśmy się namiętnie. Moje nogi oplatały go w pasie, a ręce gładziły jego plecy. Teraz ja zaczęłam całować jego szyję. Ściągnął ze mnie biustonosz i masował moje piersi, po chwili zaczął je całować i ssać. Bawił się nimi, językiem drażnił moje brodawki, a ja, co jakiś czas wbijałam w jego plecy paznokcie. Nie myślałam o niczym, poddałam się kompletnie temu, co działo się w tamtym momencie. Działałam instynktownie i robiłam to, co czułam i co podpowiadało mi serce. Położyłam go i teraz ja znalazłam się na nim. Całowałam jego klatkę piersiową. Usiadłam na nim okrakiem i całowałam go w usta. Gładził moje plecy i pośladki. Położyłam się na nim i czułam jak moje nagie piersi ocierają się o jego klatkę. Ściskał moje pośladki i nagle obrócił mnie na plecy, przejmując inicjatywę. Całował mój dekolt, szyję, piersi. Schodził coraz niżej, ściągając ze mnie bieliznę i zaczął gładzić mnie po nogach. Nachylił się i całował moje uda od wewnątrz. Nagle bez żadnych ceregieli, wszedł we mnie gwałtownie. Jęknęłam głośno. Wojtek przestraszony moją reakcją, odsunął się ode mnie, ale szybko go do siebie przyciągnęłam, odnajdując z nim ten sam rytm, poruszać biodrami.
     W tamtym momencie nie liczyło się zupełnie nic. Znaczenie miała tylko ta cudowna chwila...

*****

Alexandra


     Po trzech godzinach siedzenia nad jeziorem i nieudolnym łowieniu ryb, zmuszeni nagłą ulewą, pobiegliśmy do domków. Poza wyłowieniem dwóch starych butów i koła od roweru, nie złowiliśmy niczego konkretnego, a na pewno niczego, co nadawałoby się do skonsumowania.
     Z Aaronem i Alexem planowaliśmy iście szatański plan, który miał na celu nastraszeniu w nocy Nicklasa. Mieliśmy już dość jego głupich żartów i chcieliśmy się po prostu zemścić. Postanowiliśmy nie wtajemniczać nikogo więcej poza, Lucasem, Ann i Mandy, ponieważ ktoś mógł nas wydać. Miałam tylko nadzieję, że Aaron nie wypapla przez przypadek Nicklasowi. A jaki to plan? Banalny, gdyż chcieliśmy zrobić z Nicka totalnego wariata. Mieliśmy przebrać się za duchy. Na początku, kiedy Aaron wytłumaczył mi plan działania, wyśmiałam go, jednak wyjaśnił mi, że Nicklas jest tak głupi i strachliwy, że uwierzy we wszystko.
     Do wieczora ulewa utrzymała się, wiec pomysł z ogniskiem odpadł. Postanowiliśmy, że zrobimy wspólnie pizzę, a następnie metodą małych kroczków, owy plan z duchem mieliśmy wprowadzić.
- Co wy na to, by poopowiadać straszne historie? – Podsunęła, Ann.
- Po co? – Zapytał, Nicklas. Starał się ukryć już coraz bardziej widoczny strach na jego twarzy, co wychodziło mu komicznie.
- Żeby się pośmiać. – Powiedział, Alex, mrugając do nas porozumiewawczo.
- Mogę pierwszy? – Zapytał, Aaron. Wszyscy, prócz Nicklasa zgodziliśmy się. - To stało się ponoć naprawdę. W jednej z małych miasteczek w Walii był stary, opuszczony, spalony, betonowy budynek. Ludzie w mieście go omijali, gdyż był on nawiedzony. Pewnego dnia do miasta przyjechała kolonia blisko dwudziestu osób. Pewnego wieczoru dwie młode dziewczyny usłyszały o owym budynku. Ponoć kiedyś żyła tam szalona kobieta, która spaliła swoje dzieci, męża oraz kilkanaście innych osób, a sama umarła ze starości. Mówiło się, że kobieta wychodziła przed śmiercią, co dzień na dwór z latarnią na ropę naftową i że co dzień widać jej ducha przechadzającego się po jej posiadłości otoczony metalowym wysokim płotem. Dwie nastolatki słynące ze swej odwagi wśród rówieśników postanowiły tam wejść. Wyrwały się w środku nocy z ośrodka i poszły w stronę tego budynku. Po dotarciu na miejsce przeskoczyły przez płot i poszły w kierunku domku. Po wejściu do środka,  zaczęły zwiedzać. Nagle zaczął wiać wiatr, który zatrzasnął drzwi. Obie dziewczyny zlękły się i zbiegły do drzwi próbując je otworzyć. Nagle usłyszały czyjeś kroki, które były coraz głośniejsze. Dziewczyny nadal próbowały otworzyć drzwi, ale były za grube i za ciężkie aby je ruszyć ręcznie. Po kilku chwilach dziewczyny ujrzały bladą na półprzezroczystą postać starszej kobiety z latarnią w ręku. Uciekły do piwnicy, tam znalazły okno w ścianie, którym mogły uciec. Jednak było ono za małe, aby obie mogły się zmieścić. Szybko ustaliły, że jedna podsadzi drugą, a gdy ta się wdrapie pomoże koleżance. Jednak, gdy jedna wdrapywała się znów usłyszały kroki. Gdy pierwsza z nich była już na górze chciała złapać koleżankę za rękę, znikąd zjawił się duch kobiety, porwał dziewczynę i odrzuciła ją od ściany. Druga zdołała uciec. Gdy była pod płotem, usłyszała przeraźliwy krzyk swej koleżanki. Co sił pobiegła w stronę ośrodka gdzie były zakwaterowywane. Przerażona i zapłakana zaczęła walić w drzwi aż otworzył jej kierownik ośrodka. Dziewczyna wszystko opowiedziała. Natychmiast wszyscy poszli we wskazane miejsce. Nic nie znaleźli prócz ruin. Nagle dziewczyna zaczęła krzyczeć z bólu i tarzać się na ziemi. Zza jej bluzy uchodził dym i unosiła się woń spalonego ciała. Dziewczynie ściągnięto bluzę. Na plecach miała wypalony napis „Ty będziesz kolejna”. Wszyscy uciekli do ośrodka, skąd wezwano karetkę. Rano kierownik, jak i cała kolonia poszła odwiedzić swoją koleżankę. W sali, jednak znaleziono jej spalone i powieszone na wbitym w sufit haku ciało. Na ścianie było napisane krwią „jej koleżanka skończyła tak samo”. Po tym zdarzeniu wokół opuszczonego domu postawiono jeszcze wyższy płot z betonu. Ciała drugiej nie znaleziono nigdy. A co z Duchem kobiety? Ponoć dalej krąży i czeka na kolejne ofiary do spalenia.
- Ale zajebiście! – Zawołał, Wojtek. – Dobra, teraz ja.
- Przestańmy opowiadać. Obejrzyjmy film – mruknął, Nicklas.
- Daj spokój – powiedziała, Ann. – Robi się coraz ciekawiej. – Dodała z przebiegłym uśmiechem. – Opowiadaj. – Zwróciła się do bramkarza.
- W pewnym domu żyła sobie zamożna staruszka. Po jej śmierci, dom uznano za nawiedzony. Lewitowały tam przedmioty, było słychać jęki, ale pewna rodzina nie uwierzyła w to i wprowadziła się tam z pięcioletnim synkiem. Minął rok od ich wprowadzenia się i wszystko było porządku. Ucichły jęki, a przedmioty przestały latać. Jednak pewnej cichej nocy, chłopczyk nie mógł zasnąć. Skorzystał z toalety i poszedł do kuchni napić się mleka. W pewnym momencie usłyszał głos „Chodź do mnie, chodź do mnie” chłopiec mimo strachu, który odczuwał, poszedł za głosem. Nagle zobaczył drzwi, z których dobiegał głos. Przerażenie wzbudziło w nim to, że tych drzwi nigdy tam nie było! Nagle drzwi się uchyliły i chłopczyk zobaczył najgorszy widok jaki sobie nawet nie potrafimy wyobrazić. Głos ugrzązł mu w gardle: stała przed nim owa staruszka, która zmarła rok temu. To dziś była rocznica jej śmierci. Mimo tego, że minął dopiero rok, jej ciało było w okropnym stanie... Rano rodzice znaleźli go obdartego ze skóry, a na ścianie było napisane jego krwią „teraz wierzcie”.
- Idę spać! – Powiedział, Nicklas, wstając z kanapy. – Idziesz? – Zwrócił się do swojej dziewczyny.
- A co, boisz się, że duchy cię zjedzą? – Zaśmiała się. Przez twarz chłopaka przebiegł grymas niezadowolenia.

- Dobranoc – mruknął i poszedł na górę.
     Godzinę później Wilshere wraz ze swoją dziewczyną oraz Theo ze swoją, wrócili do swojego domku. Wojtek z Lucy zostali jeszcze, by pomóc nam posprzątać. Kiedy i oni wyszli, postanowiliśmy uzgodnić dokładny plan działania.
- O dwunastej w nocy Lucas zacznie wydawać straszne dźwięki. Ann, obudzi Nicklasa, żeby sprawdził, co się dzieje. Ja z Alexem przebierzemy się za duchy, a Mandy wszystko nagra. Alex będzie udawać, że nie ma pojęcia o co chodzi. – Wyjaśnił po cichu, Aaron. – Pamiętajcie 23.50 macie być gotowi. – Dodał, a następnie wszyscy rozeszli się do swoich pokoi.
     Jak na złość zasnęło mi się i Mandy nie obudziła mnie. Przebudziłam się dokładnie o północy, a Mandy w pokoju już nie było. Wytężyłam słuch, jednak niczego moje uszy nie zarejestrowały. Wstałam z łóżka. Chwytając za szlafrok, wyszłam po cichu z pokoju. Nagle zaczęło coś przeraźliwie szumieć. Wiedziałam, że to są żarty, ale mimo to po moich plecach, przebiegły ciarki. Nagle pojawiało chłodem. Odwróciłam się gwałtownie i ujrzałam przed sobą białą postać. Chłopaki postarali się nie tylko o efekty dźwiękowe, ale i wizualne.
- Aaron, ty imbecylu. – Warknęłam, idąc w jego kierunku. – Czemu mnie nie obudziliście? – Zapytałam.
     Usłyszałam krzyki. Z pokoju Nicklasa i Ann, wybiegli Aaron, Alex, Mandy z kamerą, a z sąsiedniej sypialni, Lucas. Wytrzeszczyłam oczy i pobiegłam za przyjaciółmi.
- Aaron, co ty tu robisz? – Spytałam go.
- Ale o co chodzi? – Zapytał, nie przestając się śmiać. – Uciekajmy!
- Duch! Kurwa, duch!
     Nicklas wybiegł z pokoju w samych bokserkach, a my szybko czmychnęliśmy do swoich pokojów. Potem usłyszeliśmy głos Ann.
- Co drzesz japę?! – Ryknęła.
- Duch! Ducha widziałem! – Krzyknął przerażony, Duńczyk.
- Nasłuchałeś się śmiesznych bajeczek Wojtka i Aarona, to teraz odwala ci. – Mruknęła.
- Co się dzieje? – Zapytał, Lucas, wychodząc z pokoju.
- Lucas, tu był duch! – Odpowiedział rozemocjonowany, Bendtner.
- Duch? – Podolski parsknął śmiechem. – Nick, przyśniło ci się coś. Dobranoc. – Powiedział i usłyszeliśmy tylko, jak zamykają się drzwi od sypialni.
- Wracajmy do pokoju – powiedziała, Ann.
- Nie wracam do tego nawiedzonego pokoju. – Jęknął.
- No chodź, rzesz! Osobiście sprawdzę czy pod łóżkiem nie ma jakiś potworów. – Kilkanaście sekund później usłyszeliśmy trzask zamykanych drzwi.
- Udało się. – Wspólnie z Mandy przybiłyśmy sobie piątki, wychodząc z pokoju.
- Alex, co masz taką niespokojną minę? – Zapytał, Aaron.
- Czy ktoś, prócz nas wiedział o naszym planie? – Zapytałam.
- Nie – odpowiedział, Alex.
- To w takim razie, kim była postać, którą widziałam na korytarzu? – Zapytałam, marszcząc brwi.
     Chłopaki wymienili spojrzenia. Przecież duchów nie ma, prawda?